piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 1

Dawno temu żył sobie pewien bogaty mężczyzna, który miał córkę. Dziewczyna ta była taka piękna, że miała mnóstwo adoratorów. Jej ojciec chciał, aby się w końcu z którymś ożeniła. Pewnego razu nie wytrzymał i zapytał:
- Córeczko! Co się dzieje? Dlaczego nie chcesz żadnego z nich? Ciągle mówisz: ten za gruby, ten za brzydki, ten za chudy, ten nie ma zębów…
- Tato! Nie rozumiesz… Mi nie chodzi o ich wygląd… Ja po prostu… Każdy z nich nie ma najmniejszego zamiaru się ze mną ożenić. Chodzi im wszystkim o pieniądze! O władzę! Dlatego tak ich ciągnie… Przecież jak się ze mną ożenią to będą potężni, sławni, bogaci… A ja chcę kogoś kto mnie kocha! Naprawdę… Przecież jak tu wchodzą to nawet nie patrzą się na mnie. Chcą Ci zaimponować, abyś mógł im dać kasę – dziewczyna miała rację, jednak on w to nie wierzył.
- Och! Nie przesadzaj! Oni kochają Ciebie, a nie pieniądze! A jeśli ty żadnego nie wybierzesz to ja to zrobię! Lepiej się zastanów!
- Co? Proszę Cię! Im na mnie nie zależy!  
- Udowodnij – upierał się.
- Dobrze… Jak chcesz. Mam pomysł. Wybierz sobie dwóch. Udowodnię ci, że oby dwaj są chciwi i zależy im tylko na kasie.
- Ale jak?
- Weź tych dwóch i powiedz im, że wyjechałam, i muszą na mnie poczekać. Będą nocowali w jednym z twoich hotelów. Powiedz, że za 7 dni wracam. Niech poczekają. Będą mieli pełną obsługę. Ja w tym czasie przebiorę się za służącą. Przez te 7 dni będę im usługiwać. Jeśli naprawdę jest tak jak ty mówiłeś, że oni kochają mnie, to się zakochają. Przy okazji sprawdzę jak będą mnie traktować.
- Zwariowałaś?! Nigdy Ci na takie coś nie pozwolę!!!
- Oooo… Czyżby mój tata bał się, że wygram?
- Nie! Po prostu nie będziesz się poniżać.
- Myślałam, że jako głowa rodziny musisz przyjmować wyzwania, ale skoro nie…
- No dobrze niech Ci już będzie.
Jak postanowili, tak zrobili. Tata dziewczyny wybrał dwóch chłopaków: pierwszy szatyn, brązowe oczy, wysoki dumny. Drugi również wysoki, blondyn, niebieskooki… Dziewczyna przebrała się za służącą. Pierwszy sprawdzian polegał na tym, żeby ci mężczyźni pojechali na wieś. Chodziło o konie. Przed wycieczką trzeba osiodłać konie, a zawsze robi to służący. Tak więc Amanda (tak miała na imię) poszła do stajni pierwszego z chłopaków – szatyna – Kaspiana.
- Co tak długo! Czekam na ciebie od dziesięciu minut! – oburzył się.
- Wybacz - „Kretyn” – pomyślała.
- Przepraszam – gdy przechodziła obok niego, niechcący ochlapała go błotem.
- Co ty robisz! Uważaj! Spadaj stąd! Nie chcę Cię więcej widzieć! Zawołaj kogoś! No ruszaj się!!!
W ten sposób wiedziała, że pierwszy nie zdał sprawdzianu i była przekonana, że z drugim będzie tak samo. Poszła się trochę odświeżyć, po czym udała się do stajni drugiego chłopaka – Edmunda.
- No wreszcie. Trochę się naczekałem – oznajmił chłopak gdy ją zobaczył.
- Wybacz. – Dziewczyna widząc, że to wszystko co zamierzał powiedzieć, weszła do stajni, a on za nią. Oparł się o barierkę i czekał. Amanda uświadomiła sobie, że kompletnie nie ma pojęcia jak się sidła konie. „No cóż, to nie jest przecież aż takie trudne…” – pomyślała. Wzięła siodło z półki i zbliżyła się do konia.
- Co ty robisz? – zapytał zdziwiony Edmund.
- Yyy… No… Przecież siodłam konia.
- Najpierw trepa założyć czaprak.
- Czaprak? – dziewczyna kompletnie nie wiedziała co to jest. – A no tak! Jaka ja jestem głupia, no przecież, zapomniałabym, dzięki. – Odłożyła siodło i podeszła do ściany, na której były powieszone wszystkie niezbędne rzeczy konia. Nie wiedziała co to jest czaprak, więc postanowiła strzelać. Wzięła smycz, którą zakłada się na koński pyszczek.
- To jest kantar – oznajmił chłopak. – Czaprak jest obok.
Amanda zarumieniła się.
- Przecież wiem. Tylko chciałam go odłożyć, żeby nie przeszkadzał. – Dziewczyna spostrzegła po lewej stronie ręcznik. To był czaprak. Domyśliła się teraz, że przecież właśnie to zakłada się pod siodło. Wzięła go i nałożyła na konia. Następnie podniosła siodło i włożyła je na koński grzbiet.
- Czy ty… Masz w ogóle pojęcie jak się siodła konia? – zapytał podejrzliwie Edmund.
- Oczywiście! Rozbiłam to już wiele razy. A co?
- Yyy… Założyłaś odwrotnie siodło – powiedział dobitnie. – Dobra słuchaj możesz iść. Ja się tym zajmę.
- Nie, nie! Ja… tylko… Po prostu dawno tego nie robiłam.
- Tak… Daj mi to – powiedział z uśmiechem podchodząc do dziewczyny. – Jak chcesz to możesz się przyjrzeć jak to się robi, żebyś potem wiedziała.
– Dzięki. – Amanda oparła się o ścianę i patrzyła na chłopaka. Był łagodny i delikatny dla konia. Po skończonej pracy wyprowadził rumaka.
- Podrzucić Cię do hotelu? – zapytał wsiadając na konia.
- Nie… Nie chcę robić kłopotu. Pójdę już.
- Ale to nie kłopot. I tak jadę w tą stronę, więc…
- No dobrze. Dzięki.
- Mam na imię Edmund – oznajmił pomagając jej wsiąść.

Pogalopowali w stronę budynku. Chłopak zatrzymał zwierzę przed schodami. Amanda zsiadła z konia pożegnała się i weszła do hotelu. Edmund odprowadził ją wzrokiem, poczym ruszył na dalej. Tak minął dzień pierwszy.

2 komentarze:

  1. Masz fantastyczną wyobraźnię, pomyśl o pisaniu książek w przyszłości. P.S.: popraw literówki np. Najpierw trepa założyć czaprak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh juz napisałam książkę i jestem w trakcie następnej jej części xd. Oraz zupełnie nową którą też publikuje.

      Usuń