niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 3

Czwarty dzień minął tak sobie, bo ojciec dziewczyny zabrał obydwóch na jakąś wycieczkę do lasu i wrócił dość późno, więc Amanda nie miała okazji wykonać czwartej próby, lecz wieczorem zapytała ojca o chłopców, gdy ci już smacznie spali. Tata opowiedział jej, że Kaspian lepiej orientuje się w terenie i dlatego będzie lepszym mężem, oraz cały czas go chwalił. Gdy Amanda zapytała o Edmunda, odpowiedział:
- Ah ten… Cały czas w chmurach siedzi, ale jedno mnie zafascynowało… Gdy Kaspian stwierdził, że on, Edmund nie orientuje się za dobrze w ternie, ten mu odpowiedział, że faktycznie tak jest, ale jeśli zgubiłby się w lesie z kimś kogo kocha, zrobiłby wszystko, żeby odnaleźć drogę powrotną… - Dziewczyna uznała, że takie coś można jak najbardziej zaliczyć na plus. Tak więc czwartą próbę mieli za sobą.

Nadszedł piąty dzień. Dzisiaj dziewczyna miała iść posprzątać im pokoje i przy okazji zobaczyć jak oni żyją. Stała przed drzwiami pierwszego z nich – Kaspiana. Zapukała i usłyszawszy zaproszenie, weszła. O mało nie zemdlała. W pokoju było pełno porozrzucanych ubrań.
- Przyszłam, żeby posprzątać – oznajmiła. – A ty sprzątasz tu czasem? – pozwoliła sobie zapytać.
- Od tego chyba jest służba, a nie ja! Zresztą jak ty się do mnie odzywasz? Nieważne jestem już spóźniony… Wracam za godzinę i ma tu być błysk. Jasne?
- Oczywiście – powiedziała. Chłopak wyszedł. – Kretyn…
Pół godziny później stała przed pokojem Edmunda. Nie było go w środku, ale dostała już wcześniej klucze, więc weszła. Szału nie było. Nie lśniło czystością, ale rzeczy nie wisiały na lampie, lustrze itp. tak jak u poprzedniego. Zabrała się za sprzątanie. Po paru minutach, gdy była w łazience i czyściła lustro, usłyszała, że ktoś otwiera drzwi. Do pokoju wszedł Edmund. Gdy zobaczył dziewczynę zapytał:
- Co ty tutaj robisz?
- Sprzątam – odpowiedziała.
- O nie! Na pewno nie! Nikt nie będzie sprzątał za mnie, a już szczególnie nie ty. Nie lubię jak ktoś traktuje mnie jak małe dziecko i każe służbie za mnie wszystko robić. No… idź już – uśmiechnął się. – Ja dokończę, a teraz zmykaj.
- Jesteś pewien?
- Tak – upierał się. Dziewczyna nie protestowała, pożegnała się i wyszła. Tak minęła próba piąta, którą oczywiście zdał tylko ten drugi.

W końcu nadszedł ostatni dzień przed „przyjazdem córki” – dzień szósty. Dziewczyna nie miała już pomysłów na ostatnią próbę, więc uznała, że po prostu będzie robiła swoje i zobaczy jak zachowają się chłopcy. Cały dzień nic się nie wydarzyło. „No trudno…” – pomyślała - „Czas na spacer z Trampem.” Jak zwykle udała się z psem nad jezioro. Gdy zbliżała się do celu, zauważyła, że przy drzewie, koło jeziora ktoś siedział. Nie wiedziała czemu, ale miała nadzieję, że to jest pewien chłopak, o którym ostatnio bardzo dużo myślała. Nie myliła się… To był Edmund. Siedział do niej tyłem, oparty o pień, z gitarą. Gdy była trochę bliżej, usłyszała dźwięki gitary i śpiew. Rozpoznała piosenkę: „All Day – Cody Simspon”. Lubiła jej słuchać, ale w wykonaniu Edmunda brzmiała ona jeszcze lepiej i choć była ona po angielsku znała tłumaczenie, a brzmiało ono tak:

„Ta młoda dziewczyna, ona jest taka słodka. Za każdym razem, gdy ją widzę, nosi nową parę butów. Bo ta młoda dziewczyna, ona jest taka zabójcza. Nie mogę się doczekać, aż ją spotkam, mogę przebiegnąć pół mili… Jesteś jak moja ulubiona piosenka w radiu. Mógłbym Cię słuchać przez cały dzień. Jesteś jak muzyczne video. Mógłbym patrzeć na Ciebie cały dzień. Sprawiasz, że robię dwa kroki na przód, każdego dnia sprawiasz, że szukam Cię, każdego dnia… Wiesz, powinnaś być moją dziewczyną… Cóż mogę wyłączyć moje radio.”
Amanda stała z tyłu i słuchała. Gdy chłopak w końcu skończył śpiewać, odezwała się:
- Ładnie śpiewasz. I grasz.
- Hej. Co ty tu robisz – odwrócił się zdziwiony.
- Przepraszam, że podsłuchiwałam, ale wyszłam z psem i usłyszałam jak śpiewasz, i naprawdę mi się to spodobało więc…
- Spoko… - uśmiechnął się – Nic się nie stało tylko… Trochę mi wstyd.
- Ale czemu? Serio super grasz i śpiewasz.
- Heh… Chcesz usiąść? – odłożył gitarę.
- No pewnie, o ile nie będę przeszkadzać – dziewczyna usadowiła się wygodnie na trawie obok niego.
- Jasne, że nie – zapewnił. Nastała krótka chwila ciszy. -  To już jutro… Dowiem się jak wygląda księżniczka. Powiedz mi, jaka ona jest?
- Nie wiem czy mogę… - dziewczyna zupełnie nie wiedziała co zrobić, nie wiedziała jak ma odpowiedzieć, przecież w końcu miała mówić sama o sobie. – Księżniczka? Dlaczego księżniczka?
- Eh… To nic… Tak sobie ją nazywam heh. Ale powiedz mi… No proszę… Tylko trochę – nie poddawał się.
- No dobra… Ona jest… Miła, raczej dobra. Lubi zwierzęta…
- A jak myślisz… spodobam się jej?
- No nie wiem. To zależy czy lubi taki charakter jak twój, ale myślę… - spojrzała mu w oczy – myślę, że… tak. Na pewno jej się spodobasz – uśmiechnęła się.
- Powiesz mi jak wygląda?
- O nie! Zobaczysz dopiero jutro… Więcej ci nie powiem. A teraz ja ci zadaje pytania. – W tym momencie przybiegł Tramp. Położył się u stóp chłopaka, a ten zaczął go głaskać po łbie. - Skąd wiedziałeś jak obchodzić się z takim wielkim psem? Miałeś kiedyś?
- Oh… Nie nigdy… A właściwie to śmieszne, bo zawsze pomagałem w schronisku, byłem wolontariuszem. Więc, tak jakby wszystkie były moje. Bardzo je lubiłem, ale niestety nie mogłem dłużej pomagać. Powiedzieli mi, że za bardzo przywiązuję się do nich i żal mi się z nimi rozstawać jak ktoś je adoptuje. Zresztą… Nigdy nie pozwalałem na usypianie starych psów, a takich było dużo niestety… Dlatego moim marzeniem jest, aby kiedyś, jak będę miał dużo pieniędzy, to adoptuję i wykupię wszystkie stare psy z tego ośrodka, i będę się nimi opiekował. – Amanda słuchała go z podziwem. – No bo przecież większość kocha małe szczeniaczki, bo one są takie słodkie i w ogóle, a stare psy kochają WSZYSTKICH bez wyjątku. Wiesz? Nawet kiedyś wymyśliłem wiersz o takich niekochanych psach. Mam go chyba przy sobie… Wziąłem książkę, w której mam wszystkie swoje zapiski.
- Przeczytaj mi ten wiersz proszę…
- No ok, tylko go znajdę… - chłopak zaczął przewracać kartki notesu. – Mam! Dobra słuchaj, ale rewelacji nie będzie: „Ty włóczęgo, który chodzisz od domu do domu. Ty włóczęgo, który nie poskarżysz się nikomu. Ty włóczęgo, który włóczysz się bez końca. Ty włóczęgo… Nie ujrzysz już słońca. Człowiekowi zaufałeś… Nawet wody nie dostałeś. Przywiązał Cię w lesie do drzewa, a teraz mróz i mrok Cię ogrzewa. Dlaczego? Bo mu się znudziłeś? Przecież nic mu nie zrobiłeś… Czy taki był dla Ciebie los? Nie! Bo to człowiek zadał Ci cios. Akurat leśniczy przechodził. Twój duch z twego ciała już wychodził. Jednak Cię uratował. Wody i karmy nie żałował. Wreszcie zaznałeś co to opieka. Lecz szczęście znów Ci ucieka… Oddał Cię do schroniska. Nikt jednak nie chciał starego psiska… Wykończonego i połamanego, zakatowanego, miłości pozbawionego… Zostało tylko jedno wyjście – Uśpić? Może drugi świat powita jego przyjście… Tak też zrobili. Bezbronnego psiaka zabili. Bo co? Nie było miejsca w schronisku? Nie słyszeliśmy jego ostatniego pisku… Ale oni słyszeli. Jego martwe ciało wzięli i wyrzucili… Bez namysłu to zrobili… A teraz go nie ma. I nie będzie… Nikt już miłości jego nie zdobędzie. Karę sam sobie wymierzył… Tak skończył psiak, co ludziom uwierzył…” – Nastała krótka chwila ciszy. Chłopak nie chciał, żeby ona to zauważyła, ale miał łzy w oczach. Nic dziwnego, bo ona też miała.
- Brak mi słów… Nie wiem co powiedzieć. To jest świetne! Sam to wymyśliłeś?
- Tak… Czasami piszę wiersze. Może kiedyś przeczytam Ci coś jeszcze. – Chłopak uśmiechnął się do niej. Ostatnio, gdy był blisko niej czuł, że to jest właśnie jego miejsce, dlatego nie był pewien, czy chce zobaczyć swoją „księżniczkę”. A ona właśnie nie mogła się doczekać jego miny, kiedy zobaczy, że to ona nią jest. Były takie chwile, kiedy chciała mu powiedzieć, ale nie. Postanowiła, że będzie wytrwała.
Chłopak i dziewczyna jeszcze dużo rozmawiali tego wieczoru. Obejrzeli zachód słońca, który był piękny o tej porze roku. W końcu razem z psem wrócili do hotelu. Oczywiście ona w jego bluzie. Tym razem było inaczej niż zwykle. Stanęli naprzeciwko siebie i spojrzeli sobie w oczy. Uśmiechnęli się.
- Wiesz co? Jesteś naprawdę fajną dziewczyną.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. Ojciec twojej „księżniczki” kazał mi przekazać, że to ty zostaniesz mężem. Kaspian niedawno wyjechał… Uwierz był bardzo, ale to bardzo wkurzony – uśmiechnęła się. – Idź już… Musisz się przygotować. Jutro poznasz swoją „księżniczkę”. 
–Czy ty się ze mnie śmiejesz, że tak ją nazywam? – zapytał z uśmiechem.
- Nie… - zaśmiała się.
- Dziękuję – powiedział po czym przytulił ją. Była nieco zdziwiona, lecz nie protestowała. – Dobranoc.

Amanda oddała mu bluzę po czym każde poszło w swoją stronę. Tak minął dzień szósty. 


Wiem, wiem, że trochę nudne :( ale dajcie mi troszkę czasu, a już wstawię "Anioły vs. Demony". Do końca tego opowiadania zostały dwa rozdziały. Wstawię je jutro i po jutrze, a potem nie wiem... Muszę jeszcze trochę poczekać na naprawę tego dysku... Mam nadzieję, że chociaż ktoś to czyta? Bo na razie czuję się tak jakbym pisała do nikogo :( ZERO komentarzy... Haloo? Jest tu kto?

1 komentarz: