Czwarty dzień minął tak sobie, bo ojciec
dziewczyny zabrał obydwóch na jakąś wycieczkę do lasu i wrócił dość późno, więc
Amanda nie miała okazji wykonać czwartej próby, lecz wieczorem zapytała ojca o
chłopców, gdy ci już smacznie spali. Tata opowiedział jej, że Kaspian lepiej
orientuje się w terenie i dlatego będzie lepszym mężem, oraz cały czas go
chwalił. Gdy Amanda zapytała o Edmunda, odpowiedział:
-
Ah ten… Cały czas w chmurach siedzi, ale jedno mnie zafascynowało… Gdy Kaspian
stwierdził, że on, Edmund nie orientuje się za dobrze w ternie, ten mu
odpowiedział, że faktycznie tak jest, ale jeśli zgubiłby się w lesie z kimś
kogo kocha, zrobiłby wszystko, żeby odnaleźć drogę powrotną… - Dziewczyna
uznała, że takie coś można jak najbardziej zaliczyć na plus. Tak więc czwartą
próbę mieli za sobą.
Nadszedł piąty dzień. Dzisiaj dziewczyna
miała iść posprzątać im pokoje i przy okazji zobaczyć jak oni żyją. Stała przed
drzwiami pierwszego z nich – Kaspiana. Zapukała i usłyszawszy zaproszenie,
weszła. O mało nie zemdlała. W pokoju było pełno porozrzucanych ubrań.
-
Przyszłam, żeby posprzątać – oznajmiła. – A ty sprzątasz tu czasem? – pozwoliła
sobie zapytać.
-
Od tego chyba jest służba, a nie ja! Zresztą jak ty się do mnie odzywasz? Nieważne
jestem już spóźniony… Wracam za godzinę i ma tu być błysk. Jasne?
-
Oczywiście – powiedziała. Chłopak wyszedł. – Kretyn…
Pół godziny później stała przed pokojem
Edmunda. Nie było go w środku, ale dostała już wcześniej klucze, więc weszła.
Szału nie było. Nie lśniło czystością, ale rzeczy nie wisiały na lampie,
lustrze itp. tak jak u poprzedniego. Zabrała się za sprzątanie. Po paru
minutach, gdy była w łazience i czyściła lustro, usłyszała, że ktoś otwiera
drzwi. Do pokoju wszedł Edmund. Gdy zobaczył dziewczynę zapytał:
-
Co ty tutaj robisz?
-
Sprzątam – odpowiedziała.
-
O nie! Na pewno nie! Nikt nie będzie sprzątał za mnie, a już szczególnie nie
ty. Nie lubię jak ktoś traktuje mnie jak małe dziecko i każe służbie za mnie
wszystko robić. No… idź już – uśmiechnął się. – Ja dokończę, a teraz zmykaj.
-
Jesteś pewien?
-
Tak – upierał się. Dziewczyna nie protestowała, pożegnała się i wyszła. Tak minęła
próba piąta, którą oczywiście zdał tylko ten drugi.
W końcu nadszedł ostatni dzień przed
„przyjazdem córki” – dzień szósty. Dziewczyna nie miała już pomysłów na
ostatnią próbę, więc uznała, że po prostu będzie robiła swoje i zobaczy jak
zachowają się chłopcy. Cały dzień nic się nie wydarzyło. „No trudno…” –
pomyślała - „Czas na spacer z Trampem.” Jak zwykle udała się z psem nad
jezioro. Gdy zbliżała się do celu, zauważyła, że przy drzewie, koło jeziora
ktoś siedział. Nie wiedziała czemu, ale miała nadzieję, że to jest pewien
chłopak, o którym ostatnio bardzo dużo myślała. Nie myliła się… To był Edmund.
Siedział do niej tyłem, oparty o pień, z gitarą. Gdy była trochę bliżej,
usłyszała dźwięki gitary i śpiew. Rozpoznała piosenkę: „All Day – Cody
Simspon”. Lubiła jej słuchać, ale w wykonaniu Edmunda brzmiała ona jeszcze
lepiej i choć była ona po angielsku znała tłumaczenie, a brzmiało ono tak:
„Ta
młoda dziewczyna, ona jest taka słodka. Za każdym razem, gdy ją widzę, nosi
nową parę butów. Bo ta młoda dziewczyna, ona jest taka zabójcza. Nie mogę się
doczekać, aż ją spotkam, mogę przebiegnąć pół mili… Jesteś jak moja ulubiona
piosenka w radiu. Mógłbym Cię słuchać przez cały dzień. Jesteś jak muzyczne
video. Mógłbym patrzeć na Ciebie cały dzień. Sprawiasz, że robię dwa kroki na
przód, każdego dnia sprawiasz, że szukam Cię, każdego dnia… Wiesz, powinnaś być
moją dziewczyną… Cóż mogę wyłączyć moje radio.”
Amanda
stała z tyłu i słuchała. Gdy chłopak w końcu skończył śpiewać, odezwała się:
-
Ładnie śpiewasz. I grasz.
-
Hej. Co ty tu robisz – odwrócił się zdziwiony.
-
Przepraszam, że podsłuchiwałam, ale wyszłam z psem i usłyszałam jak śpiewasz, i
naprawdę mi się to spodobało więc…
-
Spoko… - uśmiechnął się – Nic się nie stało tylko… Trochę mi wstyd.
-
Ale czemu? Serio super grasz i śpiewasz.
-
Heh… Chcesz usiąść? – odłożył gitarę.
-
No pewnie, o ile nie będę przeszkadzać – dziewczyna usadowiła się wygodnie na
trawie obok niego.
-
Jasne, że nie – zapewnił. Nastała krótka chwila ciszy. - To już jutro… Dowiem się jak wygląda
księżniczka. Powiedz mi, jaka ona jest?
-
Nie wiem czy mogę… - dziewczyna zupełnie nie wiedziała co zrobić, nie wiedziała
jak ma odpowiedzieć, przecież w końcu miała mówić sama o sobie. – Księżniczka?
Dlaczego księżniczka?
-
Eh… To nic… Tak sobie ją nazywam heh. Ale powiedz mi… No proszę… Tylko trochę –
nie poddawał się.
-
No dobra… Ona jest… Miła, raczej dobra. Lubi zwierzęta…
-
A jak myślisz… spodobam się jej?
-
No nie wiem. To zależy czy lubi taki charakter jak twój, ale myślę… - spojrzała
mu w oczy – myślę, że… tak. Na pewno jej się spodobasz – uśmiechnęła się.
-
Powiesz mi jak wygląda?
-
O nie! Zobaczysz dopiero jutro… Więcej ci nie powiem. A teraz ja ci zadaje
pytania. – W tym momencie przybiegł Tramp. Położył się u stóp chłopaka, a ten
zaczął go głaskać po łbie. - Skąd wiedziałeś jak obchodzić się z takim wielkim
psem? Miałeś kiedyś?
-
Oh… Nie nigdy… A właściwie to śmieszne, bo zawsze pomagałem w schronisku, byłem
wolontariuszem. Więc, tak jakby wszystkie były moje. Bardzo je lubiłem, ale
niestety nie mogłem dłużej pomagać. Powiedzieli mi, że za bardzo przywiązuję
się do nich i żal mi się z nimi rozstawać jak ktoś je adoptuje. Zresztą… Nigdy
nie pozwalałem na usypianie starych psów, a takich było dużo niestety… Dlatego
moim marzeniem jest, aby kiedyś, jak będę miał dużo pieniędzy, to adoptuję i
wykupię wszystkie stare psy z tego ośrodka, i będę się nimi opiekował. – Amanda
słuchała go z podziwem. – No bo przecież większość kocha małe szczeniaczki, bo
one są takie słodkie i w ogóle, a stare psy kochają WSZYSTKICH bez wyjątku.
Wiesz? Nawet kiedyś wymyśliłem wiersz o takich niekochanych psach. Mam go chyba
przy sobie… Wziąłem książkę, w której mam wszystkie swoje zapiski.
-
Przeczytaj mi ten wiersz proszę…
-
No ok, tylko go znajdę… - chłopak zaczął przewracać kartki notesu. – Mam! Dobra
słuchaj, ale rewelacji nie będzie: „Ty
włóczęgo, który chodzisz od domu do domu. Ty włóczęgo, który nie poskarżysz się
nikomu. Ty włóczęgo, który włóczysz się bez końca. Ty włóczęgo… Nie ujrzysz już
słońca. Człowiekowi zaufałeś… Nawet wody nie dostałeś. Przywiązał Cię w lesie
do drzewa, a teraz mróz i mrok Cię ogrzewa. Dlaczego? Bo mu się znudziłeś?
Przecież nic mu nie zrobiłeś… Czy taki był dla Ciebie los? Nie! Bo to człowiek
zadał Ci cios. Akurat leśniczy przechodził. Twój duch z twego ciała już
wychodził. Jednak Cię uratował. Wody i karmy nie żałował. Wreszcie zaznałeś co
to opieka. Lecz szczęście znów Ci ucieka… Oddał Cię do schroniska. Nikt jednak
nie chciał starego psiska… Wykończonego i połamanego, zakatowanego, miłości
pozbawionego… Zostało tylko jedno wyjście – Uśpić? Może drugi świat powita jego
przyjście… Tak też zrobili. Bezbronnego psiaka zabili. Bo co? Nie było miejsca
w schronisku? Nie słyszeliśmy jego ostatniego pisku… Ale oni słyszeli. Jego
martwe ciało wzięli i wyrzucili… Bez namysłu to zrobili… A teraz go nie ma. I
nie będzie… Nikt już miłości jego nie zdobędzie. Karę sam sobie wymierzył… Tak
skończył psiak, co ludziom uwierzył…” – Nastała krótka chwila ciszy. Chłopak nie chciał, żeby ona to
zauważyła, ale miał łzy w oczach. Nic dziwnego, bo ona też miała.
-
Brak mi słów… Nie wiem co powiedzieć. To jest świetne! Sam to wymyśliłeś?
-
Tak… Czasami piszę wiersze. Może kiedyś przeczytam Ci coś jeszcze. – Chłopak
uśmiechnął się do niej. Ostatnio, gdy był blisko niej czuł, że to jest właśnie
jego miejsce, dlatego nie był pewien, czy chce zobaczyć swoją „księżniczkę”. A
ona właśnie nie mogła się doczekać jego miny, kiedy zobaczy, że to ona nią
jest. Były takie chwile, kiedy chciała mu powiedzieć, ale nie. Postanowiła, że
będzie wytrwała.
Chłopak i dziewczyna jeszcze dużo rozmawiali
tego wieczoru. Obejrzeli zachód słońca, który był piękny o tej porze roku. W
końcu razem z psem wrócili do hotelu. Oczywiście ona w jego bluzie. Tym razem
było inaczej niż zwykle. Stanęli naprzeciwko siebie i spojrzeli sobie w oczy.
Uśmiechnęli się.
-
Wiesz co? Jesteś naprawdę fajną dziewczyną.
-
Mam dla Ciebie niespodziankę. Ojciec twojej „księżniczki” kazał mi przekazać,
że to ty zostaniesz mężem. Kaspian niedawno wyjechał… Uwierz był bardzo, ale to
bardzo wkurzony – uśmiechnęła się. – Idź już… Musisz się przygotować. Jutro
poznasz swoją „księżniczkę”.
–Czy
ty się ze mnie śmiejesz, że tak ją nazywam? – zapytał z uśmiechem.
-
Nie… - zaśmiała się.
-
Dziękuję – powiedział po czym przytulił ją. Była nieco zdziwiona, lecz nie
protestowała. – Dobranoc.
Amanda oddała mu bluzę po czym każde poszło w
swoją stronę. Tak minął dzień szósty.
Wiem, wiem, że trochę nudne :( ale dajcie mi troszkę czasu, a już wstawię "Anioły vs. Demony". Do końca tego opowiadania zostały dwa rozdziały. Wstawię je jutro i po jutrze, a potem nie wiem... Muszę jeszcze trochę poczekać na naprawę tego dysku... Mam nadzieję, że chociaż ktoś to czyta? Bo na razie czuję się tak jakbym pisała do nikogo :( ZERO komentarzy... Haloo? Jest tu kto?
Popłakałam się :'( to było piękne!
OdpowiedzUsuń