Rano, po przebudzeniu, dziewczyna ubrała się
i powędrowała do kuchni, ponieważ dzisiaj robiła za lokaja. Jej ojciec wraz z
Kaspianem i Edmundem zasiedli do stołu.
-
Więc… Chcę wiedzieć co ceni w mojej córce być może jej przyszły mąż – zaczął
ojciec. Jako pierwszy zabrał głos Kaspian:
-
Myślę, że moja przyszła żona musi mieć dobre maniery, musi być rozsądna i miła,
ale nie martwię się o to czy pańska córka taka będzie, bo przecież odziedziczyła
wszystko po ojcu – podlizywał się. A Amanda stała z boku i przysłuchiwała się
temu wszystkiemu. Po wypowiedzi pierwszego z chłopaków, odezwał się Edmund:
-
Nie mogę się doczekać, kiedy ujrzę twoją córkę… Czy mogę chociaż spytać jaka
ona jest? Chodzi o to, czy faktycznie jest tak jak mówią.
-
A jak mówią? – zapytał tata.
-
Podobno jej oczy lśnią jak gwiazdy, a uroda nie ma sobie równych – odpowiedział
Kaspian.
-
Ocenicie to sami, ale mogę wam powiedzieć, że tak… Jako jej ojciec stwierdzam,
że faktycznie jest tak jak mówicie. A jak oceniacie naszą obsługę? Służących?
-
Wydaje mi się, że mogli by być trochę bardziej zdyscyplinowani – odpowiedział
Kaspian spoglądając znacząco na Amandę.
-
A mi się wydaje… - Edmund także zerknął na dziewczynę – Że… Jest wszystko ok.
Te słowa jej wystarczyły, aby przyznać
kolejne punkty plusowe blondynowi. Była to bowiem druga próba, z której chłopak
wyszedł cało, czego nie można było powiedzieć o drugim. I tak minął dzień
drugi.
Dnia trzeciego do hotelu dostarczono psa. Nie
był to przypadkowy pies, tylko „Airedale Terrier” – duży pies podobny do tego z
bajki „Zakochany kundel” – Tramp (tylko, że większy). Chodziło o to, że był
włochaty. Dziewczyna postanowiła umyć go na wzgórzu koło hotelu, wiedząc, że
tam będzie Kaspian. Jak się spodziewała – zaczął uciekać na jego widok,
ponieważ zwierzę zaczęło na niego warczeć. Chłopak zaczął się na nią drzeć, aby
zabrała stąd tego kundla. Pół godziny później, dziewczyna wróciła na to samo
miejsce, aby sprawdzić jak zachowa się Edmund. Pies gdy tylko go zobaczył
zaczął merdać ogonem i rzucił się na niego radośnie (na co ona liczyła).
-
Tramp! Zostaw go! – krzyknęła śmiejąc się.
-
Spokojnie, ja lubię psy, a zwłaszcza takie duże, włochate – uśmiechnął się.
-
Haha, tak tylko, że to ja będę musiała go później myć. Właśnie idę z nim na
spacer nad jezioro, więc wybacz, ale musimy się śpieszyć bo niedługo będzie
ciemno.
-
Uwielbiam chodzić z psami na spacer. Mogę ci… wam potowarzyszyć? – zapytał.
-
Yyy… Tak, jasne. Jeśli chcesz…
I tak Amanda wraz z Edmundem powędrowali nad
jezioro. Po drodze oboje bawili się z Trampem – rzucali mu patyki, zabawki,
biegali za nim… Gdy doszli do jeziora, dziewczyna wyjęła z torby szampon i
ręczniki dla psa. Podwinęła rękawy, zdjęła buty i weszła za psem do wody (miała
krótkie spodenki, więc nie bała się pomoczyć ubrań). Nalała sobie na ręce
szampon i zbliżyła się do psa, który już był cały mokry. Zaczęła wcierać
szampon w jego sierść. Po chwili pies zaczął się otrzepywać i tym samym
pochlapał Amandę. Edmund, który patrzył na to wszystko z niewielkiej górki przy
brzegu, zaczął się głośno śmiać.
-
Co? – zaśmiała się dziewczyna.
-
Hahaha… - śmiał się dalej.
-
A co? Może umiesz lepiej – rzuciła mu wyzwanie z uśmiechem.
-
A zakład?
-
No dawaj J.
Chłopak (który miał szorty) zdjął buty,
bluzę, podwinął rękawy i wszedł do wody. Próbował rozsmarować po ciele
zwierzaka szampon, lecz jego starania spełzły na niczym, gdy pies po raz
kolejny zaczął się otrzepywać. Różnica była taka, że tym razem obydwoje byli
cali mokrzy, a Amanda straciła równowagę i przewróciła się, tylko, że w tym
czasie zdążyła złapać się ręki Edmunda. Pociągnęła go za sobą i oboje
wylądowali w wodzie. Gdy się wynurzyli, nie mogli przestać się śmiać, a pies
beztrosko merdał ogonem. Po pół godzinie jakoś udało im się wykąpać psa, czemu
towarzyszyła zabawa, pływanie, przewracanie się, chlapanie, oraz głośne
śmiechy. W końcu wszyscy trzej wyszli z wody. Chłopak i dziewczyna wytarli psa,
pozbierali wszystkie rzeczy i zabrali się w drogę powrotną. Był zachód słońca i
robiło się zimno, a oni byli kompletnie mokrzy. Na szczęście chłopak miał suchą
bluzę, która cały czas ogrzewała się na słońcu. Jak na dżentelmena przystało,
oddał bluzę Amandzie, choć była przecież „tylko służącą”. Dziewczyna po długim
protestowaniu zgodziła się ją przyjąć. Po drodze rozmawiali głównie o psie. W
końcu doszli do hotelu. Amanda oddała bluzę, pożegnała się i poszła w swoją
stronę. Chłopak chwilkę stał i patrzył jak odchodzi, po czym, udał się do
swojego pokoju. Tak minął dzień trzeci.
Jest nadzieja na odzyskanie plików z mojego dysku! Moja mama zabiera mój dysk do pracy, do pana, który się na tym zna, być może (raczej na pewno) uda się odzyskać pliki, w tym "Anioły vs. Demony". Wystarczy troszkę poczekać :)
- Tajemnicza Księżniczka <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz