sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 2

Rano, po przebudzeniu, dziewczyna ubrała się i powędrowała do kuchni, ponieważ dzisiaj robiła za lokaja. Jej ojciec wraz z Kaspianem i Edmundem zasiedli do stołu.
- Więc… Chcę wiedzieć co ceni w mojej córce być może jej przyszły mąż – zaczął ojciec. Jako pierwszy zabrał głos Kaspian:
- Myślę, że moja przyszła żona musi mieć dobre maniery, musi być rozsądna i miła, ale nie martwię się o to czy pańska córka taka będzie, bo przecież odziedziczyła wszystko po ojcu – podlizywał się. A Amanda stała z boku i przysłuchiwała się temu wszystkiemu. Po wypowiedzi pierwszego z chłopaków, odezwał się Edmund:
- Nie mogę się doczekać, kiedy ujrzę twoją córkę… Czy mogę chociaż spytać jaka ona jest? Chodzi o to, czy faktycznie jest tak jak mówią.
- A jak mówią? – zapytał tata.
- Podobno jej oczy lśnią jak gwiazdy, a uroda nie ma sobie równych – odpowiedział Kaspian.
- Ocenicie to sami, ale mogę wam powiedzieć, że tak… Jako jej ojciec stwierdzam, że faktycznie jest tak jak mówicie. A jak oceniacie naszą obsługę? Służących?
- Wydaje mi się, że mogli by być trochę bardziej zdyscyplinowani – odpowiedział Kaspian spoglądając znacząco na Amandę.
- A mi się wydaje… - Edmund także zerknął na dziewczynę – Że… Jest wszystko ok.
Te słowa jej wystarczyły, aby przyznać kolejne punkty plusowe blondynowi. Była to bowiem druga próba, z której chłopak wyszedł cało, czego nie można było powiedzieć o drugim. I tak minął dzień drugi.

Dnia trzeciego do hotelu dostarczono psa. Nie był to przypadkowy pies, tylko „Airedale Terrier” – duży pies podobny do tego z bajki „Zakochany kundel” – Tramp (tylko, że większy). Chodziło o to, że był włochaty. Dziewczyna postanowiła umyć go na wzgórzu koło hotelu, wiedząc, że tam będzie Kaspian. Jak się spodziewała – zaczął uciekać na jego widok, ponieważ zwierzę zaczęło na niego warczeć. Chłopak zaczął się na nią drzeć, aby zabrała stąd tego kundla. Pół godziny później, dziewczyna wróciła na to samo miejsce, aby sprawdzić jak zachowa się Edmund. Pies gdy tylko go zobaczył zaczął merdać ogonem i rzucił się na niego radośnie (na co ona liczyła).
- Tramp! Zostaw go! – krzyknęła śmiejąc się.
- Spokojnie, ja lubię psy, a zwłaszcza takie duże, włochate – uśmiechnął się.
- Haha, tak tylko, że to ja będę musiała go później myć. Właśnie idę z nim na spacer nad jezioro, więc wybacz, ale musimy się śpieszyć bo niedługo będzie ciemno.
- Uwielbiam chodzić z psami na spacer. Mogę ci… wam potowarzyszyć? – zapytał.
- Yyy… Tak, jasne. Jeśli chcesz…
I tak Amanda wraz z Edmundem powędrowali nad jezioro. Po drodze oboje bawili się z Trampem – rzucali mu patyki, zabawki, biegali za nim… Gdy doszli do jeziora, dziewczyna wyjęła z torby szampon i ręczniki dla psa. Podwinęła rękawy, zdjęła buty i weszła za psem do wody (miała krótkie spodenki, więc nie bała się pomoczyć ubrań). Nalała sobie na ręce szampon i zbliżyła się do psa, który już był cały mokry. Zaczęła wcierać szampon w jego sierść. Po chwili pies zaczął się otrzepywać i tym samym pochlapał Amandę. Edmund, który patrzył na to wszystko z niewielkiej górki przy brzegu, zaczął się głośno śmiać.
- Co? – zaśmiała się dziewczyna.
- Hahaha… - śmiał się dalej.
- A co? Może umiesz lepiej – rzuciła mu wyzwanie z uśmiechem.
- A zakład?
- No dawaj J.

Chłopak (który miał szorty) zdjął buty, bluzę, podwinął rękawy i wszedł do wody. Próbował rozsmarować po ciele zwierzaka szampon, lecz jego starania spełzły na niczym, gdy pies po raz kolejny zaczął się otrzepywać. Różnica była taka, że tym razem obydwoje byli cali mokrzy, a Amanda straciła równowagę i przewróciła się, tylko, że w tym czasie zdążyła złapać się ręki Edmunda. Pociągnęła go za sobą i oboje wylądowali w wodzie. Gdy się wynurzyli, nie mogli przestać się śmiać, a pies beztrosko merdał ogonem. Po pół godzinie jakoś udało im się wykąpać psa, czemu towarzyszyła zabawa, pływanie, przewracanie się, chlapanie, oraz głośne śmiechy. W końcu wszyscy trzej wyszli z wody. Chłopak i dziewczyna wytarli psa, pozbierali wszystkie rzeczy i zabrali się w drogę powrotną. Był zachód słońca i robiło się zimno, a oni byli kompletnie mokrzy. Na szczęście chłopak miał suchą bluzę, która cały czas ogrzewała się na słońcu. Jak na dżentelmena przystało, oddał bluzę Amandzie, choć była przecież „tylko służącą”. Dziewczyna po długim protestowaniu zgodziła się ją przyjąć. Po drodze rozmawiali głównie o psie. W końcu doszli do hotelu. Amanda oddała bluzę, pożegnała się i poszła w swoją stronę. Chłopak chwilkę stał i patrzył jak odchodzi, po czym, udał się do swojego pokoju. Tak minął dzień trzeci. 


Jest nadzieja na odzyskanie plików z mojego dysku! Moja mama zabiera mój dysk do pracy, do pana, który się na tym zna, być może (raczej na pewno) uda się odzyskać pliki, w tym "Anioły vs. Demony". Wystarczy troszkę poczekać :)
- Tajemnicza Księżniczka <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz