Dawno temu żył sobie pewien bogaty mężczyzna,
który miał córkę. Dziewczyna ta była taka piękna, że miała mnóstwo adoratorów.
Jej ojciec chciał, aby się w końcu z którymś ożeniła. Pewnego razu nie
wytrzymał i zapytał:
-
Córeczko! Co się dzieje? Dlaczego nie chcesz żadnego z nich? Ciągle mówisz: ten
za gruby, ten za brzydki, ten za chudy, ten nie ma zębów…
-
Tato! Nie rozumiesz… Mi nie chodzi o ich wygląd… Ja po prostu… Każdy z nich nie
ma najmniejszego zamiaru się ze mną ożenić. Chodzi im wszystkim o pieniądze! O
władzę! Dlatego tak ich ciągnie… Przecież jak się ze mną ożenią to będą
potężni, sławni, bogaci… A ja chcę kogoś kto mnie kocha! Naprawdę… Przecież jak
tu wchodzą to nawet nie patrzą się na mnie. Chcą Ci zaimponować, abyś mógł im
dać kasę – dziewczyna miała rację, jednak on w to nie wierzył.
-
Och! Nie przesadzaj! Oni kochają Ciebie, a nie pieniądze! A jeśli ty żadnego
nie wybierzesz to ja to zrobię! Lepiej się zastanów!
-
Co? Proszę Cię! Im na mnie nie zależy!
-
Udowodnij – upierał się.
-
Dobrze… Jak chcesz. Mam pomysł. Wybierz sobie dwóch. Udowodnię ci, że oby dwaj
są chciwi i zależy im tylko na kasie.
-
Ale jak?
-
Weź tych dwóch i powiedz im, że wyjechałam, i muszą na mnie poczekać. Będą
nocowali w jednym z twoich hotelów. Powiedz, że za 7 dni wracam. Niech
poczekają. Będą mieli pełną obsługę. Ja w tym czasie przebiorę się za służącą.
Przez te 7 dni będę im usługiwać. Jeśli naprawdę jest tak jak ty mówiłeś, że
oni kochają mnie, to się zakochają. Przy okazji sprawdzę jak będą mnie
traktować.
-
Zwariowałaś?! Nigdy Ci na takie coś nie pozwolę!!!
-
Oooo… Czyżby mój tata bał się, że wygram?
-
Nie! Po prostu nie będziesz się poniżać.
-
Myślałam, że jako głowa rodziny musisz przyjmować wyzwania, ale skoro nie…
-
No dobrze niech Ci już będzie.
Jak postanowili, tak zrobili. Tata dziewczyny
wybrał dwóch chłopaków: pierwszy szatyn, brązowe oczy, wysoki dumny. Drugi
również wysoki, blondyn, niebieskooki… Dziewczyna przebrała się za służącą.
Pierwszy sprawdzian polegał na tym, żeby ci mężczyźni pojechali na wieś.
Chodziło o konie. Przed wycieczką trzeba osiodłać konie, a zawsze robi to
służący. Tak więc Amanda (tak miała na imię) poszła do stajni pierwszego z
chłopaków – szatyna – Kaspiana.
-
Co tak długo! Czekam na ciebie od dziesięciu minut! – oburzył się.
-
Wybacz - „Kretyn” – pomyślała.
-
Przepraszam – gdy przechodziła obok niego, niechcący ochlapała go błotem.
-
Co ty robisz! Uważaj! Spadaj stąd! Nie chcę Cię więcej widzieć! Zawołaj kogoś!
No ruszaj się!!!
W ten sposób wiedziała, że pierwszy nie zdał
sprawdzianu i była przekonana, że z drugim będzie tak samo. Poszła się trochę
odświeżyć, po czym udała się do stajni drugiego chłopaka – Edmunda.
-
No wreszcie. Trochę się naczekałem – oznajmił chłopak gdy ją zobaczył.
-
Wybacz. – Dziewczyna widząc, że to wszystko co zamierzał powiedzieć, weszła do
stajni, a on za nią. Oparł się o barierkę i czekał. Amanda uświadomiła sobie,
że kompletnie nie ma pojęcia jak się sidła konie. „No cóż, to nie jest przecież
aż takie trudne…” – pomyślała. Wzięła siodło z półki i zbliżyła się do konia.
-
Co ty robisz? – zapytał zdziwiony Edmund.
-
Yyy… No… Przecież siodłam konia.
-
Najpierw trepa założyć czaprak.
-
Czaprak? – dziewczyna kompletnie nie wiedziała co to jest. – A no tak! Jaka ja
jestem głupia, no przecież, zapomniałabym, dzięki. – Odłożyła siodło i podeszła
do ściany, na której były powieszone wszystkie niezbędne rzeczy konia. Nie
wiedziała co to jest czaprak, więc postanowiła strzelać. Wzięła smycz, którą
zakłada się na koński pyszczek.
-
To jest kantar – oznajmił chłopak. – Czaprak jest obok.
Amanda
zarumieniła się.
-
Przecież wiem. Tylko chciałam go odłożyć, żeby nie przeszkadzał. – Dziewczyna spostrzegła
po lewej stronie ręcznik. To był czaprak. Domyśliła się teraz, że przecież
właśnie to zakłada się pod siodło. Wzięła go i nałożyła na konia. Następnie
podniosła siodło i włożyła je na koński grzbiet.
-
Czy ty… Masz w ogóle pojęcie jak się siodła konia? – zapytał podejrzliwie
Edmund.
-
Oczywiście! Rozbiłam to już wiele razy. A co?
-
Yyy… Założyłaś odwrotnie siodło – powiedział dobitnie. – Dobra słuchaj możesz
iść. Ja się tym zajmę.
-
Nie, nie! Ja… tylko… Po prostu dawno tego nie robiłam.
-
Tak… Daj mi to – powiedział z uśmiechem podchodząc do dziewczyny. – Jak chcesz
to możesz się przyjrzeć jak to się robi, żebyś potem wiedziała.
–
Dzięki. – Amanda oparła się o ścianę i patrzyła na chłopaka. Był łagodny i
delikatny dla konia. Po skończonej pracy wyprowadził rumaka.
-
Podrzucić Cię do hotelu? – zapytał wsiadając na konia.
-
Nie… Nie chcę robić kłopotu. Pójdę już.
-
Ale to nie kłopot. I tak jadę w tą stronę, więc…
-
No dobrze. Dzięki.
-
Mam na imię Edmund – oznajmił pomagając jej wsiąść.
Pogalopowali w stronę budynku. Chłopak
zatrzymał zwierzę przed schodami. Amanda zsiadła z konia pożegnała się i weszła
do hotelu. Edmund odprowadził ją wzrokiem, poczym ruszył na dalej. Tak minął
dzień pierwszy.
Masz fantastyczną wyobraźnię, pomyśl o pisaniu książek w przyszłości. P.S.: popraw literówki np. Najpierw trepa założyć czaprak.
OdpowiedzUsuńHeh juz napisałam książkę i jestem w trakcie następnej jej części xd. Oraz zupełnie nową którą też publikuje.
Usuń