czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5 (ostatni)

W tej właśnie chwili stało się coś nieoczekiwanego. Chłopak ukłonił się, odwrócił i wybiegł czym prędzej z Sali, zanim dziewczyna pokazała swoją twarz. Ojciec krzyczał, żeby się zatrzymał, lecz on nie słuchał. Na jego poszukiwanie wyruszyła cała służba, straż, a nawet sam tata z córką. Lecz na próżno… Szukali, szukali… Ale nikt nie mógł go znaleźć. Amanda płakała cały dzień, całą noc… Minęły trzy dni odkąd ślad po Edmundzie zaginął. Siedziała w swoim pokoju i myślała o nim. Płakała. Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna szybko podniosła głowę z nadzieją. Drzwi się powoli otwierały. Niestety to był tylko tatuś.
- Znaleźli go – oznajmił.
- Tak?! –dziewczynę wypełniła radość, lecz spostrzegła, że jej tata wcale się nie cieszy. – Dlaczego się nie cieszysz?    
- Znaleźli go… Ale… - nastała krótka cisza. – Kochanie tak mi przykro! – zalał się łzami. Podszedł do córki i przytulił ją.
- Tato… - powiedziała drżącym głosem i ze łzami w oczach.
- Wyłowili go z jeziora… Tak mi przykro! – ojciec jeszcze bardziej przytulił się do niej.
- Nie! Nie! Co ty mówisz! Nie! – nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- On nie żyje… Już nie żyje… - Ojciec szlochał głośno razem z córką. Po paru minutach trochę się uspokoili. – Było przy nim to… Pomyślałem, że zechcesz przeczytać. – Wręczył jej pogniecioną kartkę. Widać, że była mokra, ale jeszcze dało się coś odczytać.
Nazajutrz odbył się pogrzeb. Cała służba, rodzina chłopaka, a nawet sam ojciec dziewczyny płakali. Ale to nic w porównaniu do Amandy. Nadal nie mogła w to uwierzyć. I pomyśleć, że gdyby chłopak poczekał dwie sekundy dłużej, zobaczyłby, że „księżniczka” i służąca to te same dziewczyny. Dwie w jednej… Dwie sekundy… Tylko.
Amanda siedziała w swoim pokoju. Była taka smutna, taka załamana. Ściskała w dłoni kartkę, którą znaleźli przy jego ciele. Jeszcze jej nie przeczytała. Nie była dość silna. Ale teraz… Była gotowa. Rozwinęła ją. Spojrzała szklanymi oczyma na wyblakłe litery…

„Przepraszam, że zawiodłem Ojca i jego córkę… Przepraszam za wszystko, ale ja tak nie mogłem… Zakochałem się… Ma na imię Amanda… Jest… Była służącą w zamku… Niestety zginęła w przed dzień przyjazdu córki, mojej przyszłej żony… Nie mogę bez niej żyć. Bez Amandy. Kocham ją! Nie mogłem jej zostawić! Mam nadzieję, że ona też mnie kochała… Ale nie martwcie się o mnie – jestem szczęśliwy… Z nią… Powiedzcie jej rodzinie, żeby się nie martwili, Zaopiekuję się nią. Tylko szkoda mi zostawiać Trampa – jej psa. Był Taki wesoły… Tak jak ona. Ostatnie słowa, które jej powiedziałem to „dobranoc”… Nie przypuszczałem, że będą to słowa pożegnania. Szkoda, że moje marzenie się nie spełni… Ale to nic… Teraz jesteśmy razem z Amandą… W Niebie… Zaopiekuję się wszystkimi starymi psiakami, które zostały uśpione. I zaopiekuję się też tymi co przyjdą… Przysięgam… Kocham Was Mamo, Tato… Przepraszam Cię moja przyszła żono… Na pewno znajdziesz kogoś lepszego… Żegnajcie…
                                       Edmund”

Płakała czytając to. Był zachód słońca. Wzięła swoją gitarę i poszła nad jezioro. Usiadła pod drzewem. Zaczęła grać piosenkę „Miley Cyrus – I hope you find it”:
„Te chmury donikąd nie zmierzają kochanie. Deszcz wciąż pada. Pomyślałam, że do Ciebie zadzwonię kochanie, ale wyjechałeś z miasta. Mam nadzieję, że dostaniesz tą wiadomość, którą Ci zostawię. Bo nie cierpię tego, że odszedłeś bez wysłuchania, żądnych słów, które miałam Ci do powiedzenia…”
Śpiewała drżącym głosem…
Amanda nigdy całkowicie nie pozbierała się ze straty ukochanego. Kilka miesięcy po jego śmierci zrealizowała jego największe marzenie – adoptowała wszystkie stare psy, których chciano się pozbyć, z ośrodka w, którym chłopak pomagał. Do dziś się nimi opiekuje. A on… Edmund… patrzy na to wszystko. I cierpliwie czeka na swoją ukochaną. Parę lat później dziewczyna poznała Rajmunda. Ponownie się zakochała. Dzisiaj mają piękną dziewczynkę – Nadię, oraz synka… Edmunda. Amanda i Edmund kiedyś się spotkają. A wtedy będą razem… Już na zawsze…

Koniec...

Mam nadzieję, że blog się podobał. Wiem, że krótki, ale nie mogło być dłuższe na konkursie... Bo to opowiadanie poszło na konkurs, który się rozstrzygnie we wrześniu. Trzymajcie kciuki :D Nie wiem co z tym blogiem, nie będę tu raczej pisała... Więc to ostatni post. Goodbye... :( Chociaż nie :) Napiszę tu jeszcze wyniki - czy zajęłam jakieś miejsce czy nie (raczej nie).


wtorek, 26 sierpnia 2014

Info...

Hej! Czy ktoś to w ogóle czyta? Bo chyba nie widzę sensu, żeby publikować ostatni rozdział z zakończeniem... Skoro zero reakcji... Zero komentarzy... Jeśli będą dwa komentarze pozytywne to wtedy wstawię, ale na razie nie widzę sensu :( I jest mi z tego powodu bardzo przykro... :(

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 4 (przed ostatni)

Zapomniałam włączyć opcje komentowania z anonima. :) Teraz już jest włączona, więc możecie komentować :D Zapraszam na dół:




Następnego ranka Amanda była bardzo radosna. Wiedziała, że Edmund będzie bardzo dobrym mężem. Teraz już nie sama, lecz to jej służące ją ubierały. Wokół niej krzątało się po raz pierwszy od tygodnia mnóstwo osób: fryzjerki, kosmetyczki, krawcowe, pokojówki, kelnerzy itp. Była taka radosna! W pewnym momencie podeszła do niej służąc Edmunda i poinformowała ją, że chłopak chciałby się zobaczyć z „służącą”.
- O! Mam genialny pomysł! – powiedziała entuzjastycznie Amanda. – Chcę mu zrobić wielką niespodziankę! Nie dość, że będzie totalnie zdziwiony kiedy zobaczy, że to ja jestem tą jego „księżniczką”, to mam pomysł. Powiedz mu, że „służąca” wyjechała. Niech będzie smutny i dzięki temu jeszcze bardziej się ucieszy kiedy mnie zobaczy. Albo nie! Powiedz, że ona miała wypadek i niestety umarła. Wtedy będzie taki radosny jak mnie zobaczy! Już nie mogę się doczekać!
Służąca pobiegła czym prędzej mu to przekazać. Tak jak Amanda przewidziała, był bardzo smutny, lecz przecież za parę godzin miało się to zmienić.
W końcu po nie długim czasie, który wydawał się dla Amandy wiecznością, miało się zacząć to, na co czekała przez cały tydzień. Wszyscy już czekali w dużej Sali. Edmund stał ubrany w garnitur i niecierpliwił się coraz bardziej. Widać było, że był zdenerwowany. Ojciec siedział na ksieśle i czekał. Wreszcie rozległy się głosy trąbki.
Główne drzwi się otworzyły. Najpierw weszły małe dziewczynki ubrane w słodkie sukienki, potem jakieś damy, muzycy, a na końcu ona. Miała białą, szeroką suknię jak prawdziwa księżniczka. Wyglądała pięknie, choć twarz była zasłonięta welonem. Ojciec wstał, złapał córkę za rękę i zaczął przemawiać:
- Edmundzie Fryderyku II. Przez sześć dni cierpliwie czekałeś na powrót mojej córki z podróży. Wreszcie, siódmego dnia, stoi tu przed tobą. Myślę, że już najwyższy czas, aby pokazać Ci twoją przyszłą żonę.
Amanda już wyciągnęła ręce, żeby odsłonić welon, ale nagle odezwał się Edmund:
- Nie! Przykro mi, ale to nie byłoby fair w stosunku do twej, wierzę, że przepięknej córki panie. Nie mogę się z nią ożenić. Przykro mi, ale kocham inną…
W tej właśnie chwili stało się coś nieoczekiwanego. Chłopak ukłonił się, odwrócił i wybiegł czym prędzej z Sali, zanim dziewczyna pokazała swoją twarz. Ojciec krzyczał, żeby się zatrzymał, lecz on nie słuchał. Na jego poszukiwanie wyruszyła cała służba, straż, a nawet sam tata z córką. Lecz na próżno… Szukali, szukali… Ale nikt nie mógł go znaleźć. Amanda płakała cały dzień, całą noc… Minęły trzy dni odkąd ślad po Edmundzie zaginął. Siedziała w swoim pokoju i myślała o nim. Płakała. Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna szybko podniosła głowę z nadzieją. Drzwi się powoli otwierały. Niestety to był tylko tatuś.

- Znaleźli go – oznajmił.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 3

Czwarty dzień minął tak sobie, bo ojciec dziewczyny zabrał obydwóch na jakąś wycieczkę do lasu i wrócił dość późno, więc Amanda nie miała okazji wykonać czwartej próby, lecz wieczorem zapytała ojca o chłopców, gdy ci już smacznie spali. Tata opowiedział jej, że Kaspian lepiej orientuje się w terenie i dlatego będzie lepszym mężem, oraz cały czas go chwalił. Gdy Amanda zapytała o Edmunda, odpowiedział:
- Ah ten… Cały czas w chmurach siedzi, ale jedno mnie zafascynowało… Gdy Kaspian stwierdził, że on, Edmund nie orientuje się za dobrze w ternie, ten mu odpowiedział, że faktycznie tak jest, ale jeśli zgubiłby się w lesie z kimś kogo kocha, zrobiłby wszystko, żeby odnaleźć drogę powrotną… - Dziewczyna uznała, że takie coś można jak najbardziej zaliczyć na plus. Tak więc czwartą próbę mieli za sobą.

Nadszedł piąty dzień. Dzisiaj dziewczyna miała iść posprzątać im pokoje i przy okazji zobaczyć jak oni żyją. Stała przed drzwiami pierwszego z nich – Kaspiana. Zapukała i usłyszawszy zaproszenie, weszła. O mało nie zemdlała. W pokoju było pełno porozrzucanych ubrań.
- Przyszłam, żeby posprzątać – oznajmiła. – A ty sprzątasz tu czasem? – pozwoliła sobie zapytać.
- Od tego chyba jest służba, a nie ja! Zresztą jak ty się do mnie odzywasz? Nieważne jestem już spóźniony… Wracam za godzinę i ma tu być błysk. Jasne?
- Oczywiście – powiedziała. Chłopak wyszedł. – Kretyn…
Pół godziny później stała przed pokojem Edmunda. Nie było go w środku, ale dostała już wcześniej klucze, więc weszła. Szału nie było. Nie lśniło czystością, ale rzeczy nie wisiały na lampie, lustrze itp. tak jak u poprzedniego. Zabrała się za sprzątanie. Po paru minutach, gdy była w łazience i czyściła lustro, usłyszała, że ktoś otwiera drzwi. Do pokoju wszedł Edmund. Gdy zobaczył dziewczynę zapytał:
- Co ty tutaj robisz?
- Sprzątam – odpowiedziała.
- O nie! Na pewno nie! Nikt nie będzie sprzątał za mnie, a już szczególnie nie ty. Nie lubię jak ktoś traktuje mnie jak małe dziecko i każe służbie za mnie wszystko robić. No… idź już – uśmiechnął się. – Ja dokończę, a teraz zmykaj.
- Jesteś pewien?
- Tak – upierał się. Dziewczyna nie protestowała, pożegnała się i wyszła. Tak minęła próba piąta, którą oczywiście zdał tylko ten drugi.

W końcu nadszedł ostatni dzień przed „przyjazdem córki” – dzień szósty. Dziewczyna nie miała już pomysłów na ostatnią próbę, więc uznała, że po prostu będzie robiła swoje i zobaczy jak zachowają się chłopcy. Cały dzień nic się nie wydarzyło. „No trudno…” – pomyślała - „Czas na spacer z Trampem.” Jak zwykle udała się z psem nad jezioro. Gdy zbliżała się do celu, zauważyła, że przy drzewie, koło jeziora ktoś siedział. Nie wiedziała czemu, ale miała nadzieję, że to jest pewien chłopak, o którym ostatnio bardzo dużo myślała. Nie myliła się… To był Edmund. Siedział do niej tyłem, oparty o pień, z gitarą. Gdy była trochę bliżej, usłyszała dźwięki gitary i śpiew. Rozpoznała piosenkę: „All Day – Cody Simspon”. Lubiła jej słuchać, ale w wykonaniu Edmunda brzmiała ona jeszcze lepiej i choć była ona po angielsku znała tłumaczenie, a brzmiało ono tak:

„Ta młoda dziewczyna, ona jest taka słodka. Za każdym razem, gdy ją widzę, nosi nową parę butów. Bo ta młoda dziewczyna, ona jest taka zabójcza. Nie mogę się doczekać, aż ją spotkam, mogę przebiegnąć pół mili… Jesteś jak moja ulubiona piosenka w radiu. Mógłbym Cię słuchać przez cały dzień. Jesteś jak muzyczne video. Mógłbym patrzeć na Ciebie cały dzień. Sprawiasz, że robię dwa kroki na przód, każdego dnia sprawiasz, że szukam Cię, każdego dnia… Wiesz, powinnaś być moją dziewczyną… Cóż mogę wyłączyć moje radio.”
Amanda stała z tyłu i słuchała. Gdy chłopak w końcu skończył śpiewać, odezwała się:
- Ładnie śpiewasz. I grasz.
- Hej. Co ty tu robisz – odwrócił się zdziwiony.
- Przepraszam, że podsłuchiwałam, ale wyszłam z psem i usłyszałam jak śpiewasz, i naprawdę mi się to spodobało więc…
- Spoko… - uśmiechnął się – Nic się nie stało tylko… Trochę mi wstyd.
- Ale czemu? Serio super grasz i śpiewasz.
- Heh… Chcesz usiąść? – odłożył gitarę.
- No pewnie, o ile nie będę przeszkadzać – dziewczyna usadowiła się wygodnie na trawie obok niego.
- Jasne, że nie – zapewnił. Nastała krótka chwila ciszy. -  To już jutro… Dowiem się jak wygląda księżniczka. Powiedz mi, jaka ona jest?
- Nie wiem czy mogę… - dziewczyna zupełnie nie wiedziała co zrobić, nie wiedziała jak ma odpowiedzieć, przecież w końcu miała mówić sama o sobie. – Księżniczka? Dlaczego księżniczka?
- Eh… To nic… Tak sobie ją nazywam heh. Ale powiedz mi… No proszę… Tylko trochę – nie poddawał się.
- No dobra… Ona jest… Miła, raczej dobra. Lubi zwierzęta…
- A jak myślisz… spodobam się jej?
- No nie wiem. To zależy czy lubi taki charakter jak twój, ale myślę… - spojrzała mu w oczy – myślę, że… tak. Na pewno jej się spodobasz – uśmiechnęła się.
- Powiesz mi jak wygląda?
- O nie! Zobaczysz dopiero jutro… Więcej ci nie powiem. A teraz ja ci zadaje pytania. – W tym momencie przybiegł Tramp. Położył się u stóp chłopaka, a ten zaczął go głaskać po łbie. - Skąd wiedziałeś jak obchodzić się z takim wielkim psem? Miałeś kiedyś?
- Oh… Nie nigdy… A właściwie to śmieszne, bo zawsze pomagałem w schronisku, byłem wolontariuszem. Więc, tak jakby wszystkie były moje. Bardzo je lubiłem, ale niestety nie mogłem dłużej pomagać. Powiedzieli mi, że za bardzo przywiązuję się do nich i żal mi się z nimi rozstawać jak ktoś je adoptuje. Zresztą… Nigdy nie pozwalałem na usypianie starych psów, a takich było dużo niestety… Dlatego moim marzeniem jest, aby kiedyś, jak będę miał dużo pieniędzy, to adoptuję i wykupię wszystkie stare psy z tego ośrodka, i będę się nimi opiekował. – Amanda słuchała go z podziwem. – No bo przecież większość kocha małe szczeniaczki, bo one są takie słodkie i w ogóle, a stare psy kochają WSZYSTKICH bez wyjątku. Wiesz? Nawet kiedyś wymyśliłem wiersz o takich niekochanych psach. Mam go chyba przy sobie… Wziąłem książkę, w której mam wszystkie swoje zapiski.
- Przeczytaj mi ten wiersz proszę…
- No ok, tylko go znajdę… - chłopak zaczął przewracać kartki notesu. – Mam! Dobra słuchaj, ale rewelacji nie będzie: „Ty włóczęgo, który chodzisz od domu do domu. Ty włóczęgo, który nie poskarżysz się nikomu. Ty włóczęgo, który włóczysz się bez końca. Ty włóczęgo… Nie ujrzysz już słońca. Człowiekowi zaufałeś… Nawet wody nie dostałeś. Przywiązał Cię w lesie do drzewa, a teraz mróz i mrok Cię ogrzewa. Dlaczego? Bo mu się znudziłeś? Przecież nic mu nie zrobiłeś… Czy taki był dla Ciebie los? Nie! Bo to człowiek zadał Ci cios. Akurat leśniczy przechodził. Twój duch z twego ciała już wychodził. Jednak Cię uratował. Wody i karmy nie żałował. Wreszcie zaznałeś co to opieka. Lecz szczęście znów Ci ucieka… Oddał Cię do schroniska. Nikt jednak nie chciał starego psiska… Wykończonego i połamanego, zakatowanego, miłości pozbawionego… Zostało tylko jedno wyjście – Uśpić? Może drugi świat powita jego przyjście… Tak też zrobili. Bezbronnego psiaka zabili. Bo co? Nie było miejsca w schronisku? Nie słyszeliśmy jego ostatniego pisku… Ale oni słyszeli. Jego martwe ciało wzięli i wyrzucili… Bez namysłu to zrobili… A teraz go nie ma. I nie będzie… Nikt już miłości jego nie zdobędzie. Karę sam sobie wymierzył… Tak skończył psiak, co ludziom uwierzył…” – Nastała krótka chwila ciszy. Chłopak nie chciał, żeby ona to zauważyła, ale miał łzy w oczach. Nic dziwnego, bo ona też miała.
- Brak mi słów… Nie wiem co powiedzieć. To jest świetne! Sam to wymyśliłeś?
- Tak… Czasami piszę wiersze. Może kiedyś przeczytam Ci coś jeszcze. – Chłopak uśmiechnął się do niej. Ostatnio, gdy był blisko niej czuł, że to jest właśnie jego miejsce, dlatego nie był pewien, czy chce zobaczyć swoją „księżniczkę”. A ona właśnie nie mogła się doczekać jego miny, kiedy zobaczy, że to ona nią jest. Były takie chwile, kiedy chciała mu powiedzieć, ale nie. Postanowiła, że będzie wytrwała.
Chłopak i dziewczyna jeszcze dużo rozmawiali tego wieczoru. Obejrzeli zachód słońca, który był piękny o tej porze roku. W końcu razem z psem wrócili do hotelu. Oczywiście ona w jego bluzie. Tym razem było inaczej niż zwykle. Stanęli naprzeciwko siebie i spojrzeli sobie w oczy. Uśmiechnęli się.
- Wiesz co? Jesteś naprawdę fajną dziewczyną.
- Mam dla Ciebie niespodziankę. Ojciec twojej „księżniczki” kazał mi przekazać, że to ty zostaniesz mężem. Kaspian niedawno wyjechał… Uwierz był bardzo, ale to bardzo wkurzony – uśmiechnęła się. – Idź już… Musisz się przygotować. Jutro poznasz swoją „księżniczkę”. 
–Czy ty się ze mnie śmiejesz, że tak ją nazywam? – zapytał z uśmiechem.
- Nie… - zaśmiała się.
- Dziękuję – powiedział po czym przytulił ją. Była nieco zdziwiona, lecz nie protestowała. – Dobranoc.

Amanda oddała mu bluzę po czym każde poszło w swoją stronę. Tak minął dzień szósty. 


Wiem, wiem, że trochę nudne :( ale dajcie mi troszkę czasu, a już wstawię "Anioły vs. Demony". Do końca tego opowiadania zostały dwa rozdziały. Wstawię je jutro i po jutrze, a potem nie wiem... Muszę jeszcze trochę poczekać na naprawę tego dysku... Mam nadzieję, że chociaż ktoś to czyta? Bo na razie czuję się tak jakbym pisała do nikogo :( ZERO komentarzy... Haloo? Jest tu kto?

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 2

Rano, po przebudzeniu, dziewczyna ubrała się i powędrowała do kuchni, ponieważ dzisiaj robiła za lokaja. Jej ojciec wraz z Kaspianem i Edmundem zasiedli do stołu.
- Więc… Chcę wiedzieć co ceni w mojej córce być może jej przyszły mąż – zaczął ojciec. Jako pierwszy zabrał głos Kaspian:
- Myślę, że moja przyszła żona musi mieć dobre maniery, musi być rozsądna i miła, ale nie martwię się o to czy pańska córka taka będzie, bo przecież odziedziczyła wszystko po ojcu – podlizywał się. A Amanda stała z boku i przysłuchiwała się temu wszystkiemu. Po wypowiedzi pierwszego z chłopaków, odezwał się Edmund:
- Nie mogę się doczekać, kiedy ujrzę twoją córkę… Czy mogę chociaż spytać jaka ona jest? Chodzi o to, czy faktycznie jest tak jak mówią.
- A jak mówią? – zapytał tata.
- Podobno jej oczy lśnią jak gwiazdy, a uroda nie ma sobie równych – odpowiedział Kaspian.
- Ocenicie to sami, ale mogę wam powiedzieć, że tak… Jako jej ojciec stwierdzam, że faktycznie jest tak jak mówicie. A jak oceniacie naszą obsługę? Służących?
- Wydaje mi się, że mogli by być trochę bardziej zdyscyplinowani – odpowiedział Kaspian spoglądając znacząco na Amandę.
- A mi się wydaje… - Edmund także zerknął na dziewczynę – Że… Jest wszystko ok.
Te słowa jej wystarczyły, aby przyznać kolejne punkty plusowe blondynowi. Była to bowiem druga próba, z której chłopak wyszedł cało, czego nie można było powiedzieć o drugim. I tak minął dzień drugi.

Dnia trzeciego do hotelu dostarczono psa. Nie był to przypadkowy pies, tylko „Airedale Terrier” – duży pies podobny do tego z bajki „Zakochany kundel” – Tramp (tylko, że większy). Chodziło o to, że był włochaty. Dziewczyna postanowiła umyć go na wzgórzu koło hotelu, wiedząc, że tam będzie Kaspian. Jak się spodziewała – zaczął uciekać na jego widok, ponieważ zwierzę zaczęło na niego warczeć. Chłopak zaczął się na nią drzeć, aby zabrała stąd tego kundla. Pół godziny później, dziewczyna wróciła na to samo miejsce, aby sprawdzić jak zachowa się Edmund. Pies gdy tylko go zobaczył zaczął merdać ogonem i rzucił się na niego radośnie (na co ona liczyła).
- Tramp! Zostaw go! – krzyknęła śmiejąc się.
- Spokojnie, ja lubię psy, a zwłaszcza takie duże, włochate – uśmiechnął się.
- Haha, tak tylko, że to ja będę musiała go później myć. Właśnie idę z nim na spacer nad jezioro, więc wybacz, ale musimy się śpieszyć bo niedługo będzie ciemno.
- Uwielbiam chodzić z psami na spacer. Mogę ci… wam potowarzyszyć? – zapytał.
- Yyy… Tak, jasne. Jeśli chcesz…
I tak Amanda wraz z Edmundem powędrowali nad jezioro. Po drodze oboje bawili się z Trampem – rzucali mu patyki, zabawki, biegali za nim… Gdy doszli do jeziora, dziewczyna wyjęła z torby szampon i ręczniki dla psa. Podwinęła rękawy, zdjęła buty i weszła za psem do wody (miała krótkie spodenki, więc nie bała się pomoczyć ubrań). Nalała sobie na ręce szampon i zbliżyła się do psa, który już był cały mokry. Zaczęła wcierać szampon w jego sierść. Po chwili pies zaczął się otrzepywać i tym samym pochlapał Amandę. Edmund, który patrzył na to wszystko z niewielkiej górki przy brzegu, zaczął się głośno śmiać.
- Co? – zaśmiała się dziewczyna.
- Hahaha… - śmiał się dalej.
- A co? Może umiesz lepiej – rzuciła mu wyzwanie z uśmiechem.
- A zakład?
- No dawaj J.

Chłopak (który miał szorty) zdjął buty, bluzę, podwinął rękawy i wszedł do wody. Próbował rozsmarować po ciele zwierzaka szampon, lecz jego starania spełzły na niczym, gdy pies po raz kolejny zaczął się otrzepywać. Różnica była taka, że tym razem obydwoje byli cali mokrzy, a Amanda straciła równowagę i przewróciła się, tylko, że w tym czasie zdążyła złapać się ręki Edmunda. Pociągnęła go za sobą i oboje wylądowali w wodzie. Gdy się wynurzyli, nie mogli przestać się śmiać, a pies beztrosko merdał ogonem. Po pół godzinie jakoś udało im się wykąpać psa, czemu towarzyszyła zabawa, pływanie, przewracanie się, chlapanie, oraz głośne śmiechy. W końcu wszyscy trzej wyszli z wody. Chłopak i dziewczyna wytarli psa, pozbierali wszystkie rzeczy i zabrali się w drogę powrotną. Był zachód słońca i robiło się zimno, a oni byli kompletnie mokrzy. Na szczęście chłopak miał suchą bluzę, która cały czas ogrzewała się na słońcu. Jak na dżentelmena przystało, oddał bluzę Amandzie, choć była przecież „tylko służącą”. Dziewczyna po długim protestowaniu zgodziła się ją przyjąć. Po drodze rozmawiali głównie o psie. W końcu doszli do hotelu. Amanda oddała bluzę, pożegnała się i poszła w swoją stronę. Chłopak chwilkę stał i patrzył jak odchodzi, po czym, udał się do swojego pokoju. Tak minął dzień trzeci. 


Jest nadzieja na odzyskanie plików z mojego dysku! Moja mama zabiera mój dysk do pracy, do pana, który się na tym zna, być może (raczej na pewno) uda się odzyskać pliki, w tym "Anioły vs. Demony". Wystarczy troszkę poczekać :)
- Tajemnicza Księżniczka <3

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 1

Dawno temu żył sobie pewien bogaty mężczyzna, który miał córkę. Dziewczyna ta była taka piękna, że miała mnóstwo adoratorów. Jej ojciec chciał, aby się w końcu z którymś ożeniła. Pewnego razu nie wytrzymał i zapytał:
- Córeczko! Co się dzieje? Dlaczego nie chcesz żadnego z nich? Ciągle mówisz: ten za gruby, ten za brzydki, ten za chudy, ten nie ma zębów…
- Tato! Nie rozumiesz… Mi nie chodzi o ich wygląd… Ja po prostu… Każdy z nich nie ma najmniejszego zamiaru się ze mną ożenić. Chodzi im wszystkim o pieniądze! O władzę! Dlatego tak ich ciągnie… Przecież jak się ze mną ożenią to będą potężni, sławni, bogaci… A ja chcę kogoś kto mnie kocha! Naprawdę… Przecież jak tu wchodzą to nawet nie patrzą się na mnie. Chcą Ci zaimponować, abyś mógł im dać kasę – dziewczyna miała rację, jednak on w to nie wierzył.
- Och! Nie przesadzaj! Oni kochają Ciebie, a nie pieniądze! A jeśli ty żadnego nie wybierzesz to ja to zrobię! Lepiej się zastanów!
- Co? Proszę Cię! Im na mnie nie zależy!  
- Udowodnij – upierał się.
- Dobrze… Jak chcesz. Mam pomysł. Wybierz sobie dwóch. Udowodnię ci, że oby dwaj są chciwi i zależy im tylko na kasie.
- Ale jak?
- Weź tych dwóch i powiedz im, że wyjechałam, i muszą na mnie poczekać. Będą nocowali w jednym z twoich hotelów. Powiedz, że za 7 dni wracam. Niech poczekają. Będą mieli pełną obsługę. Ja w tym czasie przebiorę się za służącą. Przez te 7 dni będę im usługiwać. Jeśli naprawdę jest tak jak ty mówiłeś, że oni kochają mnie, to się zakochają. Przy okazji sprawdzę jak będą mnie traktować.
- Zwariowałaś?! Nigdy Ci na takie coś nie pozwolę!!!
- Oooo… Czyżby mój tata bał się, że wygram?
- Nie! Po prostu nie będziesz się poniżać.
- Myślałam, że jako głowa rodziny musisz przyjmować wyzwania, ale skoro nie…
- No dobrze niech Ci już będzie.
Jak postanowili, tak zrobili. Tata dziewczyny wybrał dwóch chłopaków: pierwszy szatyn, brązowe oczy, wysoki dumny. Drugi również wysoki, blondyn, niebieskooki… Dziewczyna przebrała się za służącą. Pierwszy sprawdzian polegał na tym, żeby ci mężczyźni pojechali na wieś. Chodziło o konie. Przed wycieczką trzeba osiodłać konie, a zawsze robi to służący. Tak więc Amanda (tak miała na imię) poszła do stajni pierwszego z chłopaków – szatyna – Kaspiana.
- Co tak długo! Czekam na ciebie od dziesięciu minut! – oburzył się.
- Wybacz - „Kretyn” – pomyślała.
- Przepraszam – gdy przechodziła obok niego, niechcący ochlapała go błotem.
- Co ty robisz! Uważaj! Spadaj stąd! Nie chcę Cię więcej widzieć! Zawołaj kogoś! No ruszaj się!!!
W ten sposób wiedziała, że pierwszy nie zdał sprawdzianu i była przekonana, że z drugim będzie tak samo. Poszła się trochę odświeżyć, po czym udała się do stajni drugiego chłopaka – Edmunda.
- No wreszcie. Trochę się naczekałem – oznajmił chłopak gdy ją zobaczył.
- Wybacz. – Dziewczyna widząc, że to wszystko co zamierzał powiedzieć, weszła do stajni, a on za nią. Oparł się o barierkę i czekał. Amanda uświadomiła sobie, że kompletnie nie ma pojęcia jak się sidła konie. „No cóż, to nie jest przecież aż takie trudne…” – pomyślała. Wzięła siodło z półki i zbliżyła się do konia.
- Co ty robisz? – zapytał zdziwiony Edmund.
- Yyy… No… Przecież siodłam konia.
- Najpierw trepa założyć czaprak.
- Czaprak? – dziewczyna kompletnie nie wiedziała co to jest. – A no tak! Jaka ja jestem głupia, no przecież, zapomniałabym, dzięki. – Odłożyła siodło i podeszła do ściany, na której były powieszone wszystkie niezbędne rzeczy konia. Nie wiedziała co to jest czaprak, więc postanowiła strzelać. Wzięła smycz, którą zakłada się na koński pyszczek.
- To jest kantar – oznajmił chłopak. – Czaprak jest obok.
Amanda zarumieniła się.
- Przecież wiem. Tylko chciałam go odłożyć, żeby nie przeszkadzał. – Dziewczyna spostrzegła po lewej stronie ręcznik. To był czaprak. Domyśliła się teraz, że przecież właśnie to zakłada się pod siodło. Wzięła go i nałożyła na konia. Następnie podniosła siodło i włożyła je na koński grzbiet.
- Czy ty… Masz w ogóle pojęcie jak się siodła konia? – zapytał podejrzliwie Edmund.
- Oczywiście! Rozbiłam to już wiele razy. A co?
- Yyy… Założyłaś odwrotnie siodło – powiedział dobitnie. – Dobra słuchaj możesz iść. Ja się tym zajmę.
- Nie, nie! Ja… tylko… Po prostu dawno tego nie robiłam.
- Tak… Daj mi to – powiedział z uśmiechem podchodząc do dziewczyny. – Jak chcesz to możesz się przyjrzeć jak to się robi, żebyś potem wiedziała.
– Dzięki. – Amanda oparła się o ścianę i patrzyła na chłopaka. Był łagodny i delikatny dla konia. Po skończonej pracy wyprowadził rumaka.
- Podrzucić Cię do hotelu? – zapytał wsiadając na konia.
- Nie… Nie chcę robić kłopotu. Pójdę już.
- Ale to nie kłopot. I tak jadę w tą stronę, więc…
- No dobrze. Dzięki.
- Mam na imię Edmund – oznajmił pomagając jej wsiąść.

Pogalopowali w stronę budynku. Chłopak zatrzymał zwierzę przed schodami. Amanda zsiadła z konia pożegnała się i weszła do hotelu. Edmund odprowadził ją wzrokiem, poczym ruszył na dalej. Tak minął dzień pierwszy.