niedziela, 13 marca 2016

Bilet do nieba

Ula od zawsze dobrze się uczyła. Nie było roku szkolnego, którego by nie skończyła ze średnią powyżej 5.00. Już od podstawówki jej rodzice bardzo pilnowali ją w nauce, a potem jakoś samo się udzieliło... Jednak kiedy weszła do gimnazjum, coś zaczęło się zmieniać... Spodobał jej się pewien chłopak: Adam. Adam był w jej wieku, lecz chodził do innej klasy. Dziewczyna szybko się w nim zakochała... niestety to była ślepa miłość. Nie zauważała, albo raczej nie chciała zauważyć tego, że rówieśnik uważa się za lepszego od innych. Jest arogancki, samolubny i chamski. Jednak Ula nie zwracała na to uwagi. Cały czas o nim myślała, wyobrażała sobie jakby to było, gdyby byli razem. Postanowiła spróbować się do niego zbliżyć. Przerwy spędzała na byciu jak najbliżej niego, a co lekcje, zamiast słuchać nauczycieli, rysowała w zeszycie słodkie serduszka i myślała ciągle o nim. Denerwowało ją tylko to, że koło Adama kręci się tyle dziewczyn. Pustych dziewczyn. Czasem nawet im zazdrościła. Widziała wiele razy, jak je podrywał, a ją? Chyba nawet nie wiedział, że istnieje... Przez to była smutna.. czasem zdarzało jej się płakać. Naprawdę chciała go poznać, pokazać mu jaka jest. Czas leciał szybko. Skończyło się pierwsze półrocze. Dziewczyna pogorszyła się znacznie w nauce, ale cały czas wmawiała sobie, że wszystko zdąży nadrobić w drugim. Jednak nie udało się to. Skończyła pierwszą klasę zaledwie ze świadectwem z paskiem. Jej rodzicom zapaliła się ostrzegawcza lampka, ale córka zapewniała ich, że to nowe otoczenie, nowi znajomi, oswajanie się i wymagający nauczyciele. Wakacje minęły jej nudno. Czekała tylko na rozpoczęcie roku, żeby znowu go zobaczyć. I w końcu nadszedł pierwszy semestr... Dziewczyna ponownie robiła wszystko co w jej mocy, aby się do niego zbliżyć i myślała, że jej się to udało. W końcu miało być wszystko dobrze. Rozmawiała z nim czasem na przerwach, pisała do niego na fb. Chwilami była szczęśliwa. Nie zwracała uwagi na to, że koleżanki, które się z nim przyjaźnią - śmieją się z niej. Twierdziła po prostu, że są zazdrosne - nie chciały, aby im go zabrała. Jednak z czasem coraz częściej spotykała się z głupimi żartami ze strony jego "kumpli". Zapytała go raz o to, ale on twierdził, że o niczym nie wie. Pewnego ranka, przyjaciółka Uli - Agata - doniosła jej, że usłyszała przypadkiem rozmowę Adama z kolegą, w której wyśmiewali zakochaną dziewczynę. Ta jednak nie chciała o tym słyszeć! Wmawiała sobie, że chodziło o kogoś innego.... przecież on taki nie jest... przecież go kochała. Postanowiła mu to powiedzieć. Albo będzie dobrze, albo dowie się prawdy. Następnego dnia po szkole, napisała do niego. "Hej... chciałam ci tylko napisać coś, o czym myślę od bardzo dawna. Wiem, że to nie jest takie proste i uwierz... przychodzi mi to z wielkim trudem, ale po prostu muszę to wiedzieć. Mam tylko prośbę - nie mów o tym nikomu... proszę. A więc chciałam ci powiedzieć, że od bardzo dawna mi się podobasz... właściwie to od kiedy tylko cię poznałam i myślę, że się w tobie zakochałam i jesteś tym jedynym. Chciałabym bardzo wiedzieć co myślisz o mnie?"
Dziewczyna czekała niecierpliwie przed laptopem wpatrując się w wysłaną wiadomość. Widziała, że był dostępny. Nagle serce jej podskoczyło! Wyświetlił! "O matko! O Boże!" - powtarzała w duchu. W końcu zobaczyła znajome trzy kropeczki - znak, że coś pisze. Ręce jej się pociły, serce waliło jakby miało wyskoczyć z piersi, a oczy prawie że nie mrugały. Dźwięk wiadomości sprawił, że prawie poleciała do góry, jednak treść szybko ściągnęła ją na dół. "Spadaj świnio" - odczytała. Zanim to do niej dotarło, musiała jeszcze 5 razy przeliterować każdą literkę. Po tym czasie łzy napłynęły jej do oczu... nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Jednak za chwilę pojawiła się druga wiadomość: "Przepraszam, to nie ja wysłałem. To moja siostra". Dziewczyna odetchnęła z ulgą. "Nie strasz mnie!" - odpowiedziała. "Jeszcze raz przepraszam... świnio" - Ula była kompletnie zdezorientowana. Nigdy nie wspominał, że ma siostrę, ale jak już zostanie jego żoną, to będzie musiała porządnie jej nagadać, jak bardzo ją w tej chwili straszy....
Adam w rzeczywistości nie miał siostry. Zaprosił do siebie kolegę i teraz mieli ubaw z biednej dziewczyny. Jednak ona była zbyt zakochana, żeby to dostrzec.
"To znowu moja siostra. Przepraszam, ale teraz nie jestem gotowy na związek." - po tej wiadomości, znowu łzy napłynęły jej do oczu. Ale to jeszcze nic... miało być o wiele gorzej... następnego dnia, w szkole, cała grupka "przyjaciół" Adama, krzyczała za nią jakieś głupie teksty o dziecinnym zakochaniu, wywieszali karteczki z namalowanymi rymowankami, które ją oczerniały. Dziewczyna ledwie się trzymała, ale powoli opadała z sił. O nauce nie myślała już kompletnie. Olewała wszystkie sprawdziany, kartkówki. Nocami płakała, bo nie wiedziała co robić. Nie miała zamiaru o tym nikomu powiedzieć. Dorośli by nie zrozumieli. W sumie to nawet jej rodzice nie zauważyli, że się tnie. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Nie miała siły na nic, a jeszcze w dodatku dziewczyny, które ją dręczyły - dzieliły z nią szatnie. Kiedy zobaczyły jej rany, zaczęły jeszcze bardziej jej dokuczać. Ula miała dość tego wszystkiego. W końcu zrozumiała, że Adam jest taki sam jak oni. Że cały czas się z niej śmiał. Bardzo często przez jej głowę przelatywały czarne myśli. Wreszcie postanowiła. Wzięła laptopa i otworzyła facebooka. To miał być ostatni raz kiedy na niego wchodzi. To miała być jej ostatnia wiadomość. "To znowu ja. Nie martw się. Nie będziecie już musieli wysilać swoich pięknych główek, żeby wymyślać jak mnie upokorzyć" - pisała do Adama. - "Mam nadzieję, że sprawiało wam to radość, ponieważ teraz się skończy. Odchodzę. Będziecie mieli na sumieniu jedną niewinną duszę. Brawo.". Kiedy wysłała wiadomość, obok jego nazwiska pojawiła się zielona kropka. Wyświetlił. Ciekawość zwyciężyła. Chciała od razu wyłączyć laptopa, ale poczekała. "Myślisz, że ktoś będzie za tobą tęsknił? Jesteś zwykłą idiotką. Krzyżyk na drogę. Nara" - odpowiedział. Teraz dziewczyna nie miała już nic do stracenia, a przynajmniej jej się tak wydawało. Poszła do kuchni i sięgnęła po apteczkę. Wzięła garść tabletek nasennych, spojrzała ostatni raz na zdjęcie jej rodziców, które leżało na stole w salonie. Podniosła rękę i wsypała sobie do gardła bilet do nieba. Po paru minutach poczuła zmęczenie. Usiadła na sofie i zamknęła oczy. Pomyślała o chłopaku, przez którego to wszystko się zaczęło. Kiedyś nie wierzyła, że miłość może zabić. Ale za 3 minuty bardzo dobrze się o tym przekonała.  

niedziela, 25 października 2015

Dziewczyna przyjaciela

Tatia i Kacper siedzieli od dłuższego czasu w ich ulubionym miejscu – placu za szkołą i zormawiali o minionych wakacjach.
- Na początku lipca poznałem Anastazję. Miała zielone oczy, rude włosy i piękny uśmiech. Jak się domyślasz, spodobała mi się.
W tym momencie serce Tati znowu pękło... a już myślała, że może tym razem zbliżyli się do siebie na tyle blisko, aby w końcu coś pomiędzy nimi zaistniało. Jednak nie... on znowu się zakochał. Nie mogła mieć do niego o to pretensje, a więc tylko się uśmiechęła. On był tak bardzo podekscytowany nową "koleżanką", że nie zauwarzył smutku w jej oczach.
- Zagadałem do niej i tak zdobyłem jej numer. Poznaliśmy się i w ogóle, ale wiesz jak to jest... niedawno się pokóciliśmy... nic poważnego. Tylko że teraz mam mały problem, bo komórka mi się zresetowała i nie mam jej numeru, a ona do mnie nie napisze. Nie pamiętam jej nazwiska.
- Nie masz jej na facebooku?
- Nie, bo byliśmy na wakacjach tam, gdzie nie było za bardzo internetu i tylko wysyłaliśmy do siebie sms-y.
- Oł... przerąbane – powiedziała, ale w głębi serca zapalił się promyk nadziei. - Co teraz zrobisz?
- Nie wiem... pomyślę o tym jeszcze w domu.
- Ok, ja też już muszę iść... to do zobaczenia – powiedziawszy to przytulili się i rozeszli w swoje strony. Dla niego było to niewiele, zwykły uścisk, ale ona czuła, że trzyma w ramionach cały świat. Po kilku minutach wróciła do domu. Zdjęła bluzę i weszła do kuchni.
- Co tak ładnie pachnie? - zapytała.
- Piekę ciasto. Zgadnij kto do mnie dzwonił – odparła mama.
- Kto?
- Ciocia Iwona. Powiedziała, że przyjadą z Anastazją i ona zostanie u nas na tydzień.
- Tak? To wspaniale! - ucieszyła się. - Kiedy? - w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
- Teraz...
Mama poszła otworzyć i już po chwili Tatia witała ciocię i kuzynkę.
- Jak tam? - zapytała.
- Chodź szybko musze ci coś powiedzieć! - prawie że wykrzyknęła Anastazja. - My idziemy do pokoju! - rzuciła cioci i pociągnęła kuzynkę za rękę.
- A ciasto?! - zawołała za nimi mama Tatii.
- Potem! - odkrzyknęły równocześnie.
Kiedy dziewczyny zamknęły za sobą drzwi do pokoju, rudowłosa zaczęła szybko opowiadać.
- Poznałam świetnego chłopaka! Kacper się nazywa...
- Co? - zdziwiła się druga.
- Kacper i mówię ci, że jest świetny, ale...
- Kacper?
- No... Kacper. Fajne imię, nie? No więc oprócz tego, że jest mega słodki, to jeszcze zabawny, mądry, uroczy... - zielonooka wymieniała jeszcze długo, ale tamta nie słuchała. Świat jej się zawalił w jednym momencie. Tak się cieszyła, że jej przyjaciel sracił swoją miłość, chociaż nie powinna, ale co mogła poradzić na to, że była zazdrosna? Miała do wyboru ukrywać to, że ich zna, albo powiedzieć im o sobie i połączyć. Wiedziała, że to będzie samolubne, ale wybrała pierwszą opcję.
Po kilku dniach wiedziała, że to nie był dobry pomysł. Cieszyła się, że ma Kacpra tylko dla siebie, ale on chodził cały czas smutny. Powtarzał, że stracił szansę i że być może to mogło być coś wielkiego, jego prawdziwa miłość.
- Tatia! - z zamyślenia wyrwał ją krzyk mamy. - Tatia, Kacper do ciebie!
- Już idę! - wykrzyknęła i spojrzawszy na kuzynkę, wstała i wyszła z pokoju. Anastazja ruszyła za nią.
Już w połowie schodów dostrzegły stojącego w drzwiach przystojnego chłopaka. Rudowłosa nagle stanęła jak wryta, lecz po chwili powoli zeszła na dół i dołączyła do Tatii, która już stała przed nim. Powiedziała mu "cześć", jednak ten był zbyt wpatrzony na miłość swojego życia.
- To ty... - wyszeptał, kiedy się zbliżyła.

- To ty... - opowiedziała.

sobota, 16 maja 2015

Śmiercionośny autostop

HISTORIA OPARTA NA FAKTACH!

- A ty Anita znasz jakąś ciekawą historię? – zapytał Filip.
- Mogę wam opowiedzieć coś, co niedawno przytrafiło się mojej cioci – odparła po chwili namysłu.
- Dajesz! Opowiadaj! – zachęcali ją koledzy.
- No dobrze… a więc… Było to dość niedawno. Moja ciocia Agnieszka wracała do domu po pracy późną nocą. No i oczywiście było ciemno, jak to nocą bywa. No i sobie jechała, i w pewnym momencie zauważyła przy drodze pewnego człowieka. Był to mężczyzna, ubrany w garnitur, starannie uczesany, z czarną elegancką teczką w ręce. Ciocia domyśliła się, że próbuje złapać stopa, no więc postanowiła mu pomóc. Zatrzymała wóz i zapytała czy może go podwieźć. Okazało się, że jechał w tym samym kierunku. Wsiadł więc do pojazdu i razem wyruszyli w dalszą drogę. Minęło parę minut w ciszy, aż w końcu ten się odezwał:
- Ma pani bardzo ładną skórę, wie pani?
Kobieta zdziwiła się na te słowa, ale odparła:
- Dziękuję.
- Zastanawiam się… - powiedział cicho mężczyzna – jak by pani wyglądała w trumnie.
Ciocia przestraszyła się i spostrzegła, że on się jej przygląda. Udawała, że wcale tego nie widzi, choć tak naprawdę ze strachu pociły jej się ręce i miała nadzieje, że on tego nie widzi. Po kilku minutach zatrzymała samochód i powiedziała:
- Chyba coś mi nawaliło. Musiałabym zajrzeć pod maskę, ale nie za bardzo się na tym znam. Czy mógłby pan wysiąść i zerknąć?
- Oczywiście, nie ma problemu – odparł i wyszedł na zewnątrz.
W tej właśnie chwili kobieta ruszyła do przodu i zostawiła go na poboczu. Jedną ręką prowadziła auto, a drugą wybierała numer na policję. Po kilku minutach przyjechali i złapali mężczyznę. Okazało się, że w torbie znaleźli sznury, noże, sekator, piłę, siekierę oraz inne przedmioty. Gdyby nie przytomność umysłu cioci, pewnie byłaby teraz martwa – zakończyła Anita.
- Wow… i to ma być straszne? – zapytał Patryk.
- No jeśli to było prawdziwe, to nie będę jeździć w nocy, albo zabierać żadnych ludzi – stwierdziła Monika.
- No było prawdziwe, moja ciocia mi to sama opowiadała – powiedziała Anita.
- Okej ludziska! – wykrzyknął Filip. – Czas się zbierać. Już trochę późno. Do zobaczenia po wakacjach.
- No dobra – odparła Anita – cześć, tylko uważajcie na siebie.

- Jasne, jasne… pa.

czwartek, 15 stycznia 2015

Kilka sekund

Kolejne moje opowiadanie, które ukazało się w gazetce szkolnej :D A właściwie ukaże... :P Miłego czytania:


Była zwykła… choć niektórzy by się z tym kłócili. Miała mnóstwo przyjaciół, a nazywała się Jessica. Jak to dziewczyna – zakochała się. Poznała go w nowej szkole. Tak naprawdę, to spodobał jej się już, kiedy pierwszy raz go ujrzała. Blond włosy, duże, niebieskie oczy. Prawie zawsze roześmiany. Lubił wariować. On także był przeciętny, lecz nie dla niej. Erick był z innej klasy, poznali się na kółku. Dziewczyna zauważyła, że często na nią spogląda. Uśmiechał się słodko. Niestety nie tylko ona widziała w nim anioła. Jej koleżanki także były zainteresowane. Wiedziała, że nie ma szans. Już bliżej jej było do ziemniaka, niż do „ładnej” – przynajmniej ona tak uważała. Myliła się jednak. Erick lubił z nią spędzać czas. Wiedział, że nie jest taka, jak inne dziewczyny. Tygodnie mijały, aż w końcu odważył się i napisał do niej pierwszy. Tak mniej-więcej zaczęła się ich przyjaźń. Uwielbiała z nim rozmawiać. Kiedy była smutna – tylko on potrafił ją pocieszyć, przemawiał jej do rozsądku, za co była mu bardzo wdzięczna. Kochała go tak bardzo, że za każdym razem, kiedy rozmawiał z jakąś dziewczyną – zaczynała smutnieć. Czasem miała mu za złe, że robi coś z inną, niż z nią, lecz zawsze nieświadomie to naprawiał, albo się do niej uśmiechając, albo przytulając. Kiedy trzymał ją w ramionach czuła, że jest bezpieczna. Świat na chwilę się zatrzymywał i nic się nie liczyło po za ich dwójką. Miała nadzieję, że on też to czuje, a przynajmniej coś podobnego. Czasem była pewna tego, że dzieli z nim to uczucie… widziała to w spojrzeniach, jakich sobie przekazywali, lecz potem… nic. Niekiedy (a raczej było to często) – płakała w nocy, bo tak bardzo za nim tęskniła. Tak bardzo chciała, aby znów ją przytulił. Zrobiłaby wszystko, aby z nim być. Tym bardziej bolała wiadomość, że ma dziewczynę. Jessica kompletnie się załamała. Nie miała ochoty na nic. Opuściła się w nauce i było jej wszystko jedno. Cały czas chodziła smutna, a on chyba tego nie zauważył. Już ze sobą nie pisali. Codziennie w nocy myślała o tym, że on wybrał inną. Tak właściwie jak mogłam w ogóle pomyśleć, że może coś czuć do mnie? – myślała. Na dodatek złego, jej kolega – Riviel – oznajmił jej, że się w niej zakochał. Owszem lubiła go, ale to by było na tyle. A najwyraźniej źle zniósł tą informację, bo też się stoczył. Nie miała sił z nim pisać i go pocieszać. Od jego kolegi dowiedziała się, że się pociął i wiedziała, że to przez nią. Wszystko, wszystko przez nią. Wszystkich wokół raniła. Chociaż i tak nikt na nią uwagi nie zwracał… Zastanawiała się po co żyć? Przecież gdyby jej nie było, czy świat nie byłby piękniejszy? Pewnego dnia Jessica siedząc przy stole, wpatrywała się w duży kuchenny nóż. Po prostu go wzięła i przejechała po swojej ręce… Bolało, ale to koiło. Za całe zło, które stworzyła, teraz mogła siebie ukarać. Następnego dnia przyszła do szkoły w długich rękawach, aby ukryć blizny. Zaczynała zauważać, że nie pasuje do innych. Oni są weseli, bawią się… a ona? Jest wewnętrznie załamana. Na darmo zdały się próby pocieszenia przez przyjaciółkę. Nic jej nie mogło pomóc. Nienawidziła życia… Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Erick do niej napisał. Iskierka w środku znów się zapaliła. Znów coś w niej odżyło. Boże… nawet nie zdawał sobie sprawy, jakie emocje w niej uwalniał i jak jeden jego gest może zmienić jej styl życia i nastawienie. Od koleżanek dowiedziała się, że już nie ma dziewczyny. Postanowiła sobie, że nie może mu na razie wybaczyć. Nie po tym. Znów zaczęli pisać. Pewnej nocy nie wytrzymała i opowiedziała mu o wszystkim. O Rivielu i o tym, że jej życie się wali. Chyba tylko zapomniała mu wspomnieć, że go kocha i to wszystko się zaczęło przez niego. Cała ironia w tym, że choć on to (nieświadomie) zaczął – skończył to również. Tylko on jeden przemówił jej do rozsądku. Dzięki niemu przestała się martwić i ciąć. Teraz sądziła, że to co zrobiła było totalnie głupie.  W następnym roku szkolnym było troszeczkę gorzej, bo już nie miała z nim po wakacjach takiego dobrego kontaktu, choć na ich początku jeszcze ze sobą pisali. Od jego kolegów dowiedziała się, że mu się podoba. Jednak była typem osoby, która woli mieć te najgorsze scenariusze. Zawsze lepiej jest być mile zaskoczonym, niż się rozczarować. Nadeszły ferie zimowe. Strasznie za nim tęskniła. I znów płakała po nocach. Minął już rok, odkąd go poznała… I chyba naprawdę go kochała. „Czy to miłość? Że pragnę tylko aby był szczęśliwy? Aby nic mu się nie stało? Czy to jest miłość, kiedy ja się nie liczę, tylko on? Może będzie szczęśliwy z jakąś inną dziewczyną. Jeżeli tak… to życzę mu, aby jak najszybciej ją znalazł. On musi być zawsze uśmiechniętym, bo gdy się nie uśmiecha… to tak, jakby zgasło słońce.” – pisała w pamiętniku. – „Dobranoc… gdziekolwiek teraz jesteś. Niech ci się przyśni, że cię kocham… albo nie, bo podobno sny nie są prawdziwe, a ja… a ja cię KOCHAM Ericku.” Lubiła pomagać ludziom i dawała innym dziewczyną rady, aby nie bały się pokazać tego, czego czują. Może dlatego to zrobiła? Bo myślała, że co z niej byłaby za doradczyni, gdyby się nie stosowała do swoich rad? Napisała mu, że go kocha… Tak po prostu. Heh… bo inaczej się nie da. Co się stało potem? Potem nic. Była z siebie zadowolona. Dumna. Przełamała swój lęk. Do szkoły zostało 5 dni… Jessica po wiadomości, że go kocha, wyłączyła fb. Tak po prostu. Chciała go otworzyć dopiero po 3 dniach i odczytać co jej napisał. Była już prawie pewna, że on też coś do niej czuje. Wszyscy jej mówili, że do niego pasuje, że powinni być razem. Koledzy mówili, że on ją podrywa i że kiedyś już chciał z nią być, ale stchórzył. Wreszcie usiadła z laptopem na łóżku i była gotowa. Chciała to zrobić. Przeczytać wiadomość. Niestety zawołała ją mama. Kazała jej iść do sklepu po mleko. No cóż… Jessica tylko westchnęła i zaczęła ubierać buty. W sklepie spotkała dawną znajomą, która zaczęła z nią gadać. W dodatku była długa kolejka. Wyszła wraz ze znajomą, na schodach prawie się przewróciła (było ślisko). W połowie drogi do domu rozstały się i Jess szła sama. Mimo tego wszystkiego była szczęśliwa. Na dodatek znalazła na ziemi 5 zł. To chyba był jej szczęśliwy dzień. Ptaki ćwierkały, a słońce mocno świeciło. Wszystko zdawało się do niej uśmiechać, jakby chciało ją poinformować, że będzie jeszcze lepiej. Przechodząc przez pasy dostrzegła małego pieska, który próbował przedostać się przez furtkę. Zaczęła się śmiać, ale nagle usłyszała, że ktoś coś do niej woła. Obróciła głowę w tym kierunku i zobaczyła jakiegoś starszego pana, który coś niewyraźnie krzyczał. Za sobą usłyszała klakson. Kiedy się odwróciła… było już za późno. Nie czułą bólu, kiedy ciężarówka w nią uderzyła. Prawie natychmiast straciła przytomność…
Staliśmy całą klasą. Nie wszyscy płakali tak jak ja, ale wszyscy mięli łzy w oczach. Patrzyłam na jej ciało… takie nieruchome i zimne w tej ciemnej trumnie. Wyglądała pięknie. Przyszedł też ON – Erick. Wszyscy mieli poważne miny, koledzy i koleżanki ze szkoły, wszyscy znajomi, cała rodzina. Każdy z nas miał w ręku chusteczki. Każdy po kolei podchodzi do Jess i ją żegna. Głaszczą ją po twarzy, dłoniach. Niektórzy (tak jak ja), schylają się i całują jej policzki. Teraz podszedł do niej on… Ten, którego tak bardzo kochała. Spogląda na jej oczy, które zamknęły się na zawsze. Nie zdążyła przeczytać jego wiadomości. On też ją kochał. Bardzo ją kochał… Spod jego powiek wypłynęła mała, pojedyncza, słona łza. Westchnął i nachylił się. Na jej ustach złożył bardzo delikatny pocałunek. Patrząc na nią wyszeptał te dwa, piękne słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć. Po chwili trumna zamknęła się i moja przyjaciółka zniknęła. Będzie mi jej strasznie brakowało… Najgorsze w tej historii jest to, że do szczęścia, do sukcesu dzieliły ją zaledwie kilka sekund… Nauczyła mnie, że nie warto jest czekać, bo można się nie doczekać.
Dziękuję Ci Jessico… moja przyjaciółko. Gdziekolwiek jesteś… niech Ci będzie dobrze, żegnaj…


wtorek, 28 października 2014

"Internetowa znajomość"

Oto opowiadanie, które napisałam wraz z moją przyjaciółką do gazetki szkolnej :D Mam nadzieję, że się wam spodoba xd. Jeśli tak, to komentujcie :D bo będzie mi wtedy bardzo przyjemnie :D Oczywiście jest tu kilka błędów, na które nie zwracajcie uwagi :D Miłego czytania:
~ o ~
Grzesiu Hak był zwykłym, przeciętnym i normalnym nastolatkiem takim jak ty, dopóki nie poznał jej…
Był chłodny, jesienny wieczór. Grzesiek w końcu postanowił wyłączyć facebooka, aby wreszcie odrobić zadanie domowe. Gdy chciał już nadusić „wyloguj się” na stronie głównej pojawił się post, który go zainteresował. Była to reklama strony, na której można popisać z innymi nastolatkami online z polski. Grzegorz postanowił wejść na nią, bo w końcu czemu nie? Po chwili jego oczom ukazała się ładna niebieska strona. Nacisnął przycisk "rozpocznij rozmowę". Po chwili ktoś napisał "hej". Odpowiedział to samo. "Jestem Marek, mam 33 lata..." dalej nie musiał czytać, bo nie miał zamiaru pisać z jakimś zbokiem. Rozpoczął więc nową rozmowę. Tym razem napisała do niego jakaś dwunastolatka. Nie chciał czatować z kimś młodszym od siebie, więc też się rozłączył . Pomyślał: "Do trzech razy sztuka...". Napisał "hej". Po kilku sekundach dostał odpowiedź : "Hej, jestem Julka!". Zdziwił się, bo być może to ktoś normalny. Odpisał "Hej Julka, ile masz lat? Bo ja 15 :D". "Też 15!!! Jeeej!" - oparła. "Co u ciebie?" - zapytał. "A nic specjalnego... właśnie miałam wychodzić, ale postanowiłam, że dam sobie jeszcze jedną szansę... I piszę z tobą.". "O! Ja też! Miło mi cię poznać..." - chłopak ucieszył się, bo dziewczyna wydawała się fajna. I tak zaczęła się ich znajomość. Podali sobie swojego facebooka. Pisali codziennie: "Jak się masz, co robisz?". Wysyłali sobie serduszka i buźki. Lubili razem spędzać czas. Wysłali sobie swoje zdjęcia. Mieszkali niedaleko siebie, ale nie odwiedzali się. Ona mu się spodobała, ale nie zauważył, że z wzajemnością. Pewnego dnia zobaczył na portalu zieloną kropkę przy jej nazwisku.
"Hej, co tam u ciebie?" - zadała standardowe pytanie.
"Już dobrze, bo ty napisałaś :D" - odpowiedział.
"O... jak słodko. Szkoda, że u mnie nie jest tak kolorowo."
"Co jest?" - zaniepokoił się.
"Lepiej żebyś nie wiedział."
"Mów!" - upierał się.
"A może byśmy się spotkali?" - zapytała.
"Nie... przecież wiesz, że to za daleko..."
"Oj tam... tylko 10 kilometrów." - pisała. Widocznie zależało jej na tym, żeby się spotkali. Pomyślał, że być może jej też na nim zależy.
"Może kiedy indziej" - Nie chciał jechać, ale wiedział, że czuje coś do niej i chciałby tam z nią być. - "Co się stało? Proszę powiedz mi!"
"No bo... Krwawię.”
Co!!??” - przestarszył się.
Myślałeś kiedyś o cięciu się?”
Dobra, jednak musimy się spotkać. Gdzie I kiedy?”
"Przyjedź za pół godziny. Spotkajmy się w lesie, przy starej leśniczówce."

"Dlaczego tam?"

"Żeby nikt nam nie przeszkadzał."- napisała i rozłączyła się. Chłopak lekko zdziwiony wyszedł z domu i poszedł na przystanek autobusowy. Przez całą drogę myślał, o niej. Zastanawiał się dlaczego to robi, po co w ogóle tam jedzie. W końcu zrozumiał... zakochał się. Jej lśniące, duże oczy, długie, ciemne włosy, czerwone jak krew usta, szczupła sylwetka, wszystko to sprawiało, że na samą myśl o niej czuł się jakby wszystko inne było nieważne, nieistotne. Liczyła się tylko ona, miłość jego życia. Na początku nie zdawał sobie sprawy, że jedno "hej" będzie początkiem takiej cudownej znajomości. Oprzytomniał dopiero gdy usłyszał, dźwięk otwierających się drzwi pojazdu.
Złapał torbę i wyszedł. Po paru minutach chodził pomiędzy drzewami szukając opuszczonej leśniczówki. Miał ze sobą bandaże, gdyby okazało się, że zrobiła sobie poważną krzywdę. Wyobrażał sobie, że ją przytula mówiąc: "nie rób tego więcej, księżniczko". Po chwili dostrzegł przed sobą niewielki, stary budynek. Dziewczyny nie było, więc domyślił się, że jest w środku.
- Julka! Jesteś tu?! - Nie odpowiedziała, ale usłyszał jakiś szmer wewnątrz. Pomyślał, że płacze. Wiedział, że będzie musiał być delikatny, bo dziewczyna dużo przeszła. Wszedł do środka, było bardzo ciemno, po chwili jego oczy przyzwyczaiły się do mroku.W powietrzu czuć było wilgoć i niebezpieczeństwo. Nie zwracał jednak na to uwagi, ponieważ myślał o niej. Wyjął komórkę chcąc oświetlić sobie drogę. Skierował ekran smartfonu przed siebie. Blade światło zatrzymało, się na kogoś skórze, lecz nie była to delikatna, dziewczęca cera, tylko owłosione zmarszczki jakiegoś, starego faceta. Grzegorz widział go teraz dokładniej. Stał około trzy metry od niego, w rogu pokoju. Minę miał jakby dostrzegł prezent na świąta. To zdecydowanie nie była Julia.
- Kim jesteś i co tu robisz!? Gdzie jest Julia!? - krzyknął chłopak.
- Julia? Jaka Julia? - odpowiedział ochrypłym głosem mężczyzna.
- Co jej zrobiłeś? - Grzegorz bał się, ale nie chciał, aby jej się coś stało.
- Nie było tu żadnej dziewczyny.
- A więc jeszcze nie przyszła – powiedział do siebie.
- Nie przyszła? - Facet obleśnie się uśmiechnął. - Może się przedstawię, mam na imię... Julia. - Chłopak zrobił duże oczy i upuścił telefon na ziemię. To był błąd. Mężczyzna zaczął się do niego zbliżać. Grzegorz zaczynał żałować, że nie powiedział nikomu dokąd się udaje. Zobaczył tylko jakiś błysk. To był nóż, poczuł go na swojej skórze...

Pan Hak szedł nad jezioro. Przychodził tu zawsze po ciążkiej pracy, żeby się odprężyć. Minął właśnie drzewo, na którym wisiała kartka: "Zaginął chłopak, miał 15 lat i...". Mężczyzna tylko zerknął na ogłoszenie i zaraz spuścił wzrok. Dużo ostatnio było takiego typu kartek. Usiadł jak zwykle w swoim ulubionym miejscu i wyjął swój sprzęt. Rozłożył się wygodnie na składanym krześle i starannie wszystko przygotował. Gdy wszystko już było zrobione, usiadł wygodniej i założył sobie kapelusz na twarz. Siedział tak w milczeniu przez kilka minut. Po chwili chciał sprawdzić jak tam jego zdobycz, więc wstał i podszedł do końca pomostu, lecz jego uwagę zwróciło coś co właśnie wypływało z pod mostku. Coś, a raczej ktoś...

Grzegorz poszukiwany był od kilku tygodni. Nikt nie wiedział kiedy zniknął, ani gdzie. Jego przyjaciele nie wiedzeli nic,bo nikomu nie mówił. Rodzice gdy dowiedzieli się o jego śmierci, byli zrozpaczeni. Tak jak wszyscy. Policja zamknęła sprawę, a morderca nigdy nie został złapany...

Więc na przyszłość uważajcie kogo poznajecie w internecie... Bo gdy poznasz śliczną, przesłodką dziewczynę... Może się ona okazać oleśnym facetem...

A morał tej bajki jest prosty i wszystkim znany:

Mówmy do kogo i gdzie wyjeżdżamy :D

~ o ~

Jeżeli wam się opowiadanie podobało, to zostawcie po sobie komentarz i czekajcie na kolejne :D Oto krótki opis:

Chora z miłości, czy nie tylko?
Dziewczyna, która może mieć wszystko,
ma piękną figurę i ciało.
I druga... która tak na prawdę ma
bardzo mało i jeszcze z każdą sekundą
to traci. A on? Którą wybierze?
Którą pokocha? I jak to się skończy?
Chłopak jeszcze nie wie, że jego wybór
to nie:
"z którą z nich będzie", ale:
"Która z nich umrze"...

Ogłoszenie parafialne :D

Witam!
Od dziś będą się tu pojawiały moje różne opowiadania. Piszę opowiadania do gazetki szkolnej i będę je też tu umieszczać. Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu :D Zapraszam do odwiedzania, czytania i komentowania.

P.S. Wyniki konkursu na to opowiadanie, które tu umieściłam (Dwie w jednej) miały się pojawić 30 września, ale niestety chyba ktoś o tym zapomniał -,- bo nadal ich nie ma... na cóż, pozostało cierpliwie czekać. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5 (ostatni)

W tej właśnie chwili stało się coś nieoczekiwanego. Chłopak ukłonił się, odwrócił i wybiegł czym prędzej z Sali, zanim dziewczyna pokazała swoją twarz. Ojciec krzyczał, żeby się zatrzymał, lecz on nie słuchał. Na jego poszukiwanie wyruszyła cała służba, straż, a nawet sam tata z córką. Lecz na próżno… Szukali, szukali… Ale nikt nie mógł go znaleźć. Amanda płakała cały dzień, całą noc… Minęły trzy dni odkąd ślad po Edmundzie zaginął. Siedziała w swoim pokoju i myślała o nim. Płakała. Ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna szybko podniosła głowę z nadzieją. Drzwi się powoli otwierały. Niestety to był tylko tatuś.
- Znaleźli go – oznajmił.
- Tak?! –dziewczynę wypełniła radość, lecz spostrzegła, że jej tata wcale się nie cieszy. – Dlaczego się nie cieszysz?    
- Znaleźli go… Ale… - nastała krótka cisza. – Kochanie tak mi przykro! – zalał się łzami. Podszedł do córki i przytulił ją.
- Tato… - powiedziała drżącym głosem i ze łzami w oczach.
- Wyłowili go z jeziora… Tak mi przykro! – ojciec jeszcze bardziej przytulił się do niej.
- Nie! Nie! Co ty mówisz! Nie! – nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- On nie żyje… Już nie żyje… - Ojciec szlochał głośno razem z córką. Po paru minutach trochę się uspokoili. – Było przy nim to… Pomyślałem, że zechcesz przeczytać. – Wręczył jej pogniecioną kartkę. Widać, że była mokra, ale jeszcze dało się coś odczytać.
Nazajutrz odbył się pogrzeb. Cała służba, rodzina chłopaka, a nawet sam ojciec dziewczyny płakali. Ale to nic w porównaniu do Amandy. Nadal nie mogła w to uwierzyć. I pomyśleć, że gdyby chłopak poczekał dwie sekundy dłużej, zobaczyłby, że „księżniczka” i służąca to te same dziewczyny. Dwie w jednej… Dwie sekundy… Tylko.
Amanda siedziała w swoim pokoju. Była taka smutna, taka załamana. Ściskała w dłoni kartkę, którą znaleźli przy jego ciele. Jeszcze jej nie przeczytała. Nie była dość silna. Ale teraz… Była gotowa. Rozwinęła ją. Spojrzała szklanymi oczyma na wyblakłe litery…

„Przepraszam, że zawiodłem Ojca i jego córkę… Przepraszam za wszystko, ale ja tak nie mogłem… Zakochałem się… Ma na imię Amanda… Jest… Była służącą w zamku… Niestety zginęła w przed dzień przyjazdu córki, mojej przyszłej żony… Nie mogę bez niej żyć. Bez Amandy. Kocham ją! Nie mogłem jej zostawić! Mam nadzieję, że ona też mnie kochała… Ale nie martwcie się o mnie – jestem szczęśliwy… Z nią… Powiedzcie jej rodzinie, żeby się nie martwili, Zaopiekuję się nią. Tylko szkoda mi zostawiać Trampa – jej psa. Był Taki wesoły… Tak jak ona. Ostatnie słowa, które jej powiedziałem to „dobranoc”… Nie przypuszczałem, że będą to słowa pożegnania. Szkoda, że moje marzenie się nie spełni… Ale to nic… Teraz jesteśmy razem z Amandą… W Niebie… Zaopiekuję się wszystkimi starymi psiakami, które zostały uśpione. I zaopiekuję się też tymi co przyjdą… Przysięgam… Kocham Was Mamo, Tato… Przepraszam Cię moja przyszła żono… Na pewno znajdziesz kogoś lepszego… Żegnajcie…
                                       Edmund”

Płakała czytając to. Był zachód słońca. Wzięła swoją gitarę i poszła nad jezioro. Usiadła pod drzewem. Zaczęła grać piosenkę „Miley Cyrus – I hope you find it”:
„Te chmury donikąd nie zmierzają kochanie. Deszcz wciąż pada. Pomyślałam, że do Ciebie zadzwonię kochanie, ale wyjechałeś z miasta. Mam nadzieję, że dostaniesz tą wiadomość, którą Ci zostawię. Bo nie cierpię tego, że odszedłeś bez wysłuchania, żądnych słów, które miałam Ci do powiedzenia…”
Śpiewała drżącym głosem…
Amanda nigdy całkowicie nie pozbierała się ze straty ukochanego. Kilka miesięcy po jego śmierci zrealizowała jego największe marzenie – adoptowała wszystkie stare psy, których chciano się pozbyć, z ośrodka w, którym chłopak pomagał. Do dziś się nimi opiekuje. A on… Edmund… patrzy na to wszystko. I cierpliwie czeka na swoją ukochaną. Parę lat później dziewczyna poznała Rajmunda. Ponownie się zakochała. Dzisiaj mają piękną dziewczynkę – Nadię, oraz synka… Edmunda. Amanda i Edmund kiedyś się spotkają. A wtedy będą razem… Już na zawsze…

Koniec...

Mam nadzieję, że blog się podobał. Wiem, że krótki, ale nie mogło być dłuższe na konkursie... Bo to opowiadanie poszło na konkurs, który się rozstrzygnie we wrześniu. Trzymajcie kciuki :D Nie wiem co z tym blogiem, nie będę tu raczej pisała... Więc to ostatni post. Goodbye... :( Chociaż nie :) Napiszę tu jeszcze wyniki - czy zajęłam jakieś miejsce czy nie (raczej nie).