HISTORIA OPARTA NA FAKTACH!
- A ty Anita znasz jakąś ciekawą historię? – zapytał
Filip.
- Mogę wam opowiedzieć coś, co niedawno przytrafiło
się mojej cioci – odparła po chwili namysłu.
- Dajesz! Opowiadaj! – zachęcali ją koledzy.
- No dobrze… a więc… Było to dość niedawno. Moja
ciocia Agnieszka wracała do domu po pracy późną nocą. No i oczywiście było
ciemno, jak to nocą bywa. No i sobie jechała, i w pewnym momencie zauważyła
przy drodze pewnego człowieka. Był to mężczyzna, ubrany w garnitur, starannie
uczesany, z czarną elegancką teczką w ręce. Ciocia domyśliła się, że próbuje
złapać stopa, no więc postanowiła mu pomóc. Zatrzymała wóz i zapytała czy może
go podwieźć. Okazało się, że jechał w tym samym kierunku. Wsiadł więc do
pojazdu i razem wyruszyli w dalszą drogę. Minęło parę minut w ciszy, aż w końcu
ten się odezwał:
- Ma pani bardzo ładną skórę, wie pani?
Kobieta zdziwiła się na te słowa, ale odparła:
- Dziękuję.
- Zastanawiam się… - powiedział cicho mężczyzna – jak
by pani wyglądała w trumnie.
Ciocia przestraszyła się i spostrzegła, że on się jej
przygląda. Udawała, że wcale tego nie widzi, choć tak naprawdę ze strachu
pociły jej się ręce i miała nadzieje, że on tego nie widzi. Po kilku minutach
zatrzymała samochód i powiedziała:
- Chyba coś mi nawaliło. Musiałabym zajrzeć pod maskę,
ale nie za bardzo się na tym znam. Czy mógłby pan wysiąść i zerknąć?
- Oczywiście, nie ma problemu – odparł i wyszedł na
zewnątrz.
W tej właśnie chwili kobieta ruszyła do przodu i
zostawiła go na poboczu. Jedną ręką prowadziła auto, a drugą wybierała numer na
policję. Po kilku minutach przyjechali i złapali mężczyznę. Okazało się, że w
torbie znaleźli sznury, noże, sekator, piłę, siekierę oraz inne przedmioty. Gdyby
nie przytomność umysłu cioci, pewnie byłaby teraz martwa – zakończyła Anita.
- Wow… i to ma być straszne? – zapytał Patryk.
- No jeśli to było prawdziwe, to nie będę jeździć w
nocy, albo zabierać żadnych ludzi – stwierdziła Monika.
- No było prawdziwe, moja ciocia mi to sama opowiadała
– powiedziała Anita.
- Okej ludziska! – wykrzyknął Filip. – Czas się
zbierać. Już trochę późno. Do zobaczenia po wakacjach.
- No dobra – odparła Anita – cześć, tylko uważajcie na
siebie.
- Jasne, jasne… pa.