czwartek, 15 stycznia 2015

Kilka sekund

Kolejne moje opowiadanie, które ukazało się w gazetce szkolnej :D A właściwie ukaże... :P Miłego czytania:


Była zwykła… choć niektórzy by się z tym kłócili. Miała mnóstwo przyjaciół, a nazywała się Jessica. Jak to dziewczyna – zakochała się. Poznała go w nowej szkole. Tak naprawdę, to spodobał jej się już, kiedy pierwszy raz go ujrzała. Blond włosy, duże, niebieskie oczy. Prawie zawsze roześmiany. Lubił wariować. On także był przeciętny, lecz nie dla niej. Erick był z innej klasy, poznali się na kółku. Dziewczyna zauważyła, że często na nią spogląda. Uśmiechał się słodko. Niestety nie tylko ona widziała w nim anioła. Jej koleżanki także były zainteresowane. Wiedziała, że nie ma szans. Już bliżej jej było do ziemniaka, niż do „ładnej” – przynajmniej ona tak uważała. Myliła się jednak. Erick lubił z nią spędzać czas. Wiedział, że nie jest taka, jak inne dziewczyny. Tygodnie mijały, aż w końcu odważył się i napisał do niej pierwszy. Tak mniej-więcej zaczęła się ich przyjaźń. Uwielbiała z nim rozmawiać. Kiedy była smutna – tylko on potrafił ją pocieszyć, przemawiał jej do rozsądku, za co była mu bardzo wdzięczna. Kochała go tak bardzo, że za każdym razem, kiedy rozmawiał z jakąś dziewczyną – zaczynała smutnieć. Czasem miała mu za złe, że robi coś z inną, niż z nią, lecz zawsze nieświadomie to naprawiał, albo się do niej uśmiechając, albo przytulając. Kiedy trzymał ją w ramionach czuła, że jest bezpieczna. Świat na chwilę się zatrzymywał i nic się nie liczyło po za ich dwójką. Miała nadzieję, że on też to czuje, a przynajmniej coś podobnego. Czasem była pewna tego, że dzieli z nim to uczucie… widziała to w spojrzeniach, jakich sobie przekazywali, lecz potem… nic. Niekiedy (a raczej było to często) – płakała w nocy, bo tak bardzo za nim tęskniła. Tak bardzo chciała, aby znów ją przytulił. Zrobiłaby wszystko, aby z nim być. Tym bardziej bolała wiadomość, że ma dziewczynę. Jessica kompletnie się załamała. Nie miała ochoty na nic. Opuściła się w nauce i było jej wszystko jedno. Cały czas chodziła smutna, a on chyba tego nie zauważył. Już ze sobą nie pisali. Codziennie w nocy myślała o tym, że on wybrał inną. Tak właściwie jak mogłam w ogóle pomyśleć, że może coś czuć do mnie? – myślała. Na dodatek złego, jej kolega – Riviel – oznajmił jej, że się w niej zakochał. Owszem lubiła go, ale to by było na tyle. A najwyraźniej źle zniósł tą informację, bo też się stoczył. Nie miała sił z nim pisać i go pocieszać. Od jego kolegi dowiedziała się, że się pociął i wiedziała, że to przez nią. Wszystko, wszystko przez nią. Wszystkich wokół raniła. Chociaż i tak nikt na nią uwagi nie zwracał… Zastanawiała się po co żyć? Przecież gdyby jej nie było, czy świat nie byłby piękniejszy? Pewnego dnia Jessica siedząc przy stole, wpatrywała się w duży kuchenny nóż. Po prostu go wzięła i przejechała po swojej ręce… Bolało, ale to koiło. Za całe zło, które stworzyła, teraz mogła siebie ukarać. Następnego dnia przyszła do szkoły w długich rękawach, aby ukryć blizny. Zaczynała zauważać, że nie pasuje do innych. Oni są weseli, bawią się… a ona? Jest wewnętrznie załamana. Na darmo zdały się próby pocieszenia przez przyjaciółkę. Nic jej nie mogło pomóc. Nienawidziła życia… Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Erick do niej napisał. Iskierka w środku znów się zapaliła. Znów coś w niej odżyło. Boże… nawet nie zdawał sobie sprawy, jakie emocje w niej uwalniał i jak jeden jego gest może zmienić jej styl życia i nastawienie. Od koleżanek dowiedziała się, że już nie ma dziewczyny. Postanowiła sobie, że nie może mu na razie wybaczyć. Nie po tym. Znów zaczęli pisać. Pewnej nocy nie wytrzymała i opowiedziała mu o wszystkim. O Rivielu i o tym, że jej życie się wali. Chyba tylko zapomniała mu wspomnieć, że go kocha i to wszystko się zaczęło przez niego. Cała ironia w tym, że choć on to (nieświadomie) zaczął – skończył to również. Tylko on jeden przemówił jej do rozsądku. Dzięki niemu przestała się martwić i ciąć. Teraz sądziła, że to co zrobiła było totalnie głupie.  W następnym roku szkolnym było troszeczkę gorzej, bo już nie miała z nim po wakacjach takiego dobrego kontaktu, choć na ich początku jeszcze ze sobą pisali. Od jego kolegów dowiedziała się, że mu się podoba. Jednak była typem osoby, która woli mieć te najgorsze scenariusze. Zawsze lepiej jest być mile zaskoczonym, niż się rozczarować. Nadeszły ferie zimowe. Strasznie za nim tęskniła. I znów płakała po nocach. Minął już rok, odkąd go poznała… I chyba naprawdę go kochała. „Czy to miłość? Że pragnę tylko aby był szczęśliwy? Aby nic mu się nie stało? Czy to jest miłość, kiedy ja się nie liczę, tylko on? Może będzie szczęśliwy z jakąś inną dziewczyną. Jeżeli tak… to życzę mu, aby jak najszybciej ją znalazł. On musi być zawsze uśmiechniętym, bo gdy się nie uśmiecha… to tak, jakby zgasło słońce.” – pisała w pamiętniku. – „Dobranoc… gdziekolwiek teraz jesteś. Niech ci się przyśni, że cię kocham… albo nie, bo podobno sny nie są prawdziwe, a ja… a ja cię KOCHAM Ericku.” Lubiła pomagać ludziom i dawała innym dziewczyną rady, aby nie bały się pokazać tego, czego czują. Może dlatego to zrobiła? Bo myślała, że co z niej byłaby za doradczyni, gdyby się nie stosowała do swoich rad? Napisała mu, że go kocha… Tak po prostu. Heh… bo inaczej się nie da. Co się stało potem? Potem nic. Była z siebie zadowolona. Dumna. Przełamała swój lęk. Do szkoły zostało 5 dni… Jessica po wiadomości, że go kocha, wyłączyła fb. Tak po prostu. Chciała go otworzyć dopiero po 3 dniach i odczytać co jej napisał. Była już prawie pewna, że on też coś do niej czuje. Wszyscy jej mówili, że do niego pasuje, że powinni być razem. Koledzy mówili, że on ją podrywa i że kiedyś już chciał z nią być, ale stchórzył. Wreszcie usiadła z laptopem na łóżku i była gotowa. Chciała to zrobić. Przeczytać wiadomość. Niestety zawołała ją mama. Kazała jej iść do sklepu po mleko. No cóż… Jessica tylko westchnęła i zaczęła ubierać buty. W sklepie spotkała dawną znajomą, która zaczęła z nią gadać. W dodatku była długa kolejka. Wyszła wraz ze znajomą, na schodach prawie się przewróciła (było ślisko). W połowie drogi do domu rozstały się i Jess szła sama. Mimo tego wszystkiego była szczęśliwa. Na dodatek znalazła na ziemi 5 zł. To chyba był jej szczęśliwy dzień. Ptaki ćwierkały, a słońce mocno świeciło. Wszystko zdawało się do niej uśmiechać, jakby chciało ją poinformować, że będzie jeszcze lepiej. Przechodząc przez pasy dostrzegła małego pieska, który próbował przedostać się przez furtkę. Zaczęła się śmiać, ale nagle usłyszała, że ktoś coś do niej woła. Obróciła głowę w tym kierunku i zobaczyła jakiegoś starszego pana, który coś niewyraźnie krzyczał. Za sobą usłyszała klakson. Kiedy się odwróciła… było już za późno. Nie czułą bólu, kiedy ciężarówka w nią uderzyła. Prawie natychmiast straciła przytomność…
Staliśmy całą klasą. Nie wszyscy płakali tak jak ja, ale wszyscy mięli łzy w oczach. Patrzyłam na jej ciało… takie nieruchome i zimne w tej ciemnej trumnie. Wyglądała pięknie. Przyszedł też ON – Erick. Wszyscy mieli poważne miny, koledzy i koleżanki ze szkoły, wszyscy znajomi, cała rodzina. Każdy z nas miał w ręku chusteczki. Każdy po kolei podchodzi do Jess i ją żegna. Głaszczą ją po twarzy, dłoniach. Niektórzy (tak jak ja), schylają się i całują jej policzki. Teraz podszedł do niej on… Ten, którego tak bardzo kochała. Spogląda na jej oczy, które zamknęły się na zawsze. Nie zdążyła przeczytać jego wiadomości. On też ją kochał. Bardzo ją kochał… Spod jego powiek wypłynęła mała, pojedyncza, słona łza. Westchnął i nachylił się. Na jej ustach złożył bardzo delikatny pocałunek. Patrząc na nią wyszeptał te dwa, piękne słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć. Po chwili trumna zamknęła się i moja przyjaciółka zniknęła. Będzie mi jej strasznie brakowało… Najgorsze w tej historii jest to, że do szczęścia, do sukcesu dzieliły ją zaledwie kilka sekund… Nauczyła mnie, że nie warto jest czekać, bo można się nie doczekać.
Dziękuję Ci Jessico… moja przyjaciółko. Gdziekolwiek jesteś… niech Ci będzie dobrze, żegnaj…